| Warrior Cats |
| « Sénateur » 1494270900000
| 39 | ||
| zgadzam sie ktos moglby tez to zbetowac bo z niektorymi bledami ciezko sie czyta |
| « Citoyen » 1494271740000
| 0 | ||
Offoxal a dit : Ja bym mogla poprawiac niektore błędy Ale i tak lepiej nie Ortografia u mnie to delikatna sprawa :x |
| « Censeur » 1494331260000
| 0 | ||
| Dobra kończę rozdziałsona i myślę że mg to poskładać w całość jak chcecie... zaraz to zrobię! |
| « Censeur » 1494336480000
| 2 | ||
| Deszcz padał bez przerwy, uderzał na twardą, czarną Grzmiącą Ścieżkę, która prowadziła pomiędzy niekończącymi się rzędami, kamiennych Gniazd Dwunogów. Od czasu do czasu potwór zawarczał, jego oczy błyszczały a pojedynczy Dwunóg , popędził owinięty w świecącą skórkę. Dwa koty prześlizgnęły się cicho, za róg trzymając się blisko ścian w miejscach gdzie cienie były najgłębsze. Kościsty szary kocur z poszarpanym uchem i błyszczącymi, uważnymi oczami, poszedł pierwszy każdy włos na jego ciele pociemniał od wilgoci. Za nim polował, duży pręgowany z masywnymi ramionami i muskułami, grały zgrabnie pod jego nasiąkniętą deszczem, skórą. Jego bursztynowe oczy iskrzyły się nieprzyjemnym światłem , a spojrzenie wędrowało tu i powrotem, jakby spodziewał się ataku. Zatrzymał się gdzie ciemne wejście do Gniazda Dwunogów oferowało nieco schronienia; zawarczał –Jak daleko jeszcze? To miejsce śmierdzi Szary kocur oglądnął się do tyłu –Już niedaleko- -Oby tak było- skrzywiony ciemno-brązowy pręgowany kocur przeciągnął się ze stulonymi uszami, aby strząsnąć krople deszczu. Niemiłe, żółte światło złowiło go. Cofnął się gdy potwór zaryczał za rogiem wyrzucając falę brudnej wody, która śmierdziała śmieciami Dwunogów. Kot zawarczał kiedy woda ześlizgnęła się dookoła jego łap, a krople opryskały jego futro. Wszystko co dotyczyło Dwunogów zniesmaczyło go: twarda powierzchnia pod jego łapami, smród który potwory i Dwunodzy nosili w swoich wnętrznościach, nieznajome hałasy i przede wszystkim fakt że nie mógłby tu przetrwać bez przewodnika. Nie był on przyzwyczajony do jakiejkolwiek zależności od innego kota. W lesie znał każde drzewo, każdy strumień, każdą króliczą norę. Był uważany za najsilniejszego i najniebezpieczniejszego kota we wszystkich Klanach! Teraz jego wyostrzone umiejętności i zmysły były bezużyteczne. Poczuł się tak jakby był ślepy, głuchy i ułomny, ograniczony do podążania za jego towarzyszem, jak bezradny kociak podążający za swoją matką. Ale to jest tego wart. Wąsy kocura drgnęły w wyczekiwaniu. On już uruchomił plan, który miał zamienić jego najgorszych wrogów w bezradne ofiary na własnych terytoriach. Gdyby psy zaatakowały żaden kot by nie spodziewał się że zostały zwabione i prowadzone krok po kroku. A potem sprawy poszły zgodnie z planem. Ta wyprawa do Siedlisk Dwunogów, dałaby mu wszystko czegokolwiek pragnął. Szary kot prowadził drogami i przez otwarte przestrzenie śmierdzące potworami dwunogów gdzie pulsujący kolor z nienaturalnych pomarańczowych świateł odbił się w kałużach. Przystanął przy wejściu i ziewnął aby wciągnąć zapach powietrza. Pręgowany kocur zrobił to samo, ze wstrząsem uderzając językiem o wargi ze względu na smród gnijącego jedzenia Dwunogów. -Czy to jest to miejsce?- zapytał napięty. -To jest właśnie to- odpowiedział szary wojownik –Teraz pamiętaj o tym co ci mówiłem. Kot , z którym zamierzamy się spotkać, rządzi wieloma innymi. Musimy go traktować z szacunkiem - Okrąglaku czy ty zapomniałeś kim ja jestem? – posunął się do przodu tak że górował nad jego towarzyszem. Uszy chudego, szarego kota spłaszczyły się -Nie, Tygrysia Gwiazdo. Nie zapomniałem kim jesteś. Ale ty tutaj nie jesteś przywódcą Tygrysia Gwiazda odchrząknął – Załatwmy to- warknął. Okrąglak skręcił w wąską alejkę. Zatrzymał się wkrótce , już po zrobieniu kilku kroków, kiedy ogromny kształt wyłonił się przed nimi -Kto tu idzie?- czarno-biały kot o szerokich ramionach wyszedł z cienia. Mocne muskuły rysowały się pod futrem przylepionym do jego ciała przez deszcz. – Powiedz kim jesteś. Nie lubimy tutaj obcych -Witaj Kość- miauczał wytrwale szary wojownik. –Pamiętasz mnie? Czarno- biały kot zmrużył oczy i przez kilka chwil panowała cisza. -A więc, jednak wróciłeś Okrąglaku? – miauknął w końcu. –Powiedziałeś nam że zamierzasz wieść lepsze życie w lesie. Co ty tutaj robisz? Zrobił krok w przód , ale Okrąglak nie ruszył się z miejsca , odsłaniając pazury na nierównościach gruntu. –Chcemy zobaczyć Bicza Kość warknął na pół z pogardą ,a na pół ze śmiechu –Nie wyobrażam sobie że Bicz chciałby się z tobą zobaczyć. Kto jest z tobą? Nie znam go. -Nazywam się Tygrysia Gwiazda. Przybywam z lasu aby porozmawiać z twoim przywódcą. Zielone oczy Kości wędrowały od Tygrysiej Gwiazdy do Okrąglaka, tam i z powrotem. –Co chcecie od niego?- zapytał rozkazująco. Bursztynowe spojrzenie Tygrysiej Gwiazdy płonęło jak światła Dwunogów odbijające się na mokrych kamieniach, które znajdowały się dookoła. –Przedyskutuję to z przywódcą. Nie z jego strażą graniczną. Kość zjeżył się i wysunął pazury, ale Okrąglak szybko wślizgnął się pomiędzy nim a Kością. Na drugiej stronie , wychudłe koty skradały się pomiędzy stosami gruzów. Ich oczy lśniły gdy obserwowały postępujących , dwóch intruzów. Muskuły Tygrysiej Gwiazdy napięły się , gdyby sprawy źle się potoczyły możliwe że musiałby wywalczyć drogę ucieczki. Ściana blokowała koniec alejki. Pręgowany kocura rozglądał się dookoła szukając przywódcy tych kotów z Siedliska Dwunogów. Spodziewał się kogoś potężniej zbudowanego niż szeroko-ramienny Kość. Jego spojrzenie prześlizgnęło się nad małym, czarnym kotem, skulonego w podcieniu u wejścia. Okrąglak trącił go łokciem i potrząsnął głową w kierunku czarnego kotka –To jest Bicz -To jest Bicz?!- okrzyk Tygrysiej Gwiazdy zabrzmiał z niedowierzaniem –Nie jest większy niż terminator! -Ciiii...! –panika zamigotała w oczach Okrąglaka. –To może nie być taki klan jaki my znamy, ale te koty mogą nawet zabić jeśli im tak przywódca rozkaże. -Zdaje się że mam gości- czarny kot miał głos kruchy, rozbity dźwięk jak pękający lód. –Nie spodziewałem się ciebie zobaczyć, Okrąglak – słyszałem że odszedłeś aby żyć w lesie -Tak zgadza się- odpowiedział Okrąglak -A więc co robisz tutaj?- głos Bicza przypomniał trochę warkot –Zmieniłeś zdanie i wróciłeś z powrotem? -Nie Biczu- Okrąglak przetrzymał lodowate spojrzenie czarnego kota –W lesie jest całkiem niezłe życie. Jest tam mnóstwo świeżej zwierzyny. Nie ma tam Dwunogów… -Nie przyszedłeś tutaj wychwalać zalety życia w lesie- przerwał mu Bicz poruszając ogonem –Wiewiórki żyją w drzewach, nie koty- jego oczy zwęziły się błyszcząc bladym ogniem –Więc czego chcesz? Tygrysi Pazur wystąpił na przód strącając na bok szarego wojownika -Jestem Tygrysia Gwiazda, przywódca Klanu Cienia- warknął –I mam dla ciebie propozycję… Wilgotne snopy światła spływały przez gałęzie bezlistnych drzew, kiedy Ogniste Serce niósł swoją Przywódczynię w miejsce spoczynku. Z zębami zaciśniętymi mocno na jej karku, ponownie pokonał trasę sfory psów, którą odważni Wojownicy Klanu Gromu zwabili do wąwozu na ostateczne starcie. Jego całe ciało zesztywniało, a głowę wypełniała straszliwa świadomość, że Błękitna Gwiazda nie żyje. Bez Przywódcy cały las wydawał się być inny, obcy nawet bardziej, niż wtedy, gdy rudzielec po raz pierwszy odważył się wstąpić do niego jako pieszczoszek dwunogów. Nic nie wyglądało prawdziwie: miał wrażenie, że drzewa i kamienie mogą rozpłynąć się niczym mgła lada chwila. Ciążąca, nienaturalna cisza pogrążyła dosłownie wszystko. Racjonalną częścią umysłu wywnioskował, że całą zwierzynę spłoszyła szalejąca banda psów, ale uwięziony w szponach żalu wierzył, że las również dotknęła żałoba po Błękitnej Gwieździe. Scena z wąwozu bezustannie odtwarzała się w jego głowie. Znowu ujrzał rozdziawione szczęki psa, który dowodził sforą, i poczuł ostre zębiska zatapiające w swoim karku. Pamiętał moment, w którym Błękitna Gwiazda wyskoczyła znikąd, rzucając się na psa i popychając - wraz ze sobą - na skraj przepaści, a potem spadając prosto w nurt rzeki. Po raz kolejny wzdrygnął się przez szok wywołany lodowatą wodą, gdy skoczył na ratunek tonącej Przywódczyni, wszczynając beznadziejne zmagania, aż do przybycia pomocy dwóch rzecznych Wojowników, Mglistej Stopy i Kamiennego Futra. A przede wszystkim przypomniał sobie swoje przerażenie i rozpaczliwe niedowierzanie, kiedy przykucną obok niebieskoszarej kocicy na brzegu, rozumiejąc, że poświęciła swoje ostatnie życie, by ocalić jego i wszystkich członków Klanu Gromu. W trakcie niesienia ciała Błękitnej Gwiazdy przez rodzime ziemie, z pomocą Mglistej Stopy i Kamiennego Futra, cały czas przerywał, poszukując w powietrzu świeżego tropu psów. Zdążył też wysłać swojego przyjaciela, Szaropręgiego, na zwiady terytorium po obu stronach szlaku, sprawdzając, czy psy nie dopadły żadnego z Gromowiczów podczas desperackiej pogoni nad wąwóz. Do tej pory, ku olbrzymiej uldze, nikogo nie znaleźli. Teraz, omijając gąszcz jeżyn, Ogniste Serce wspomniał martwą Przywódczynię raz jeszcze, unosząc pyszczek do góry, wdzięczny za same czyste zapachy lasu. Chwilę później Szaropręgi wyłonił się zza kępy martwych paproci. - Jest dobrze, Ogniste Serce. - oznajmił. - Mnóstwo złamanych krzaków, ale to wszystko. - Dobrze. - odparł Zastępca. Jego nadzieje, że psy, które przeżyły upadek z wąwozu uciekły ze strachem, a las znowu należał wyłącznie do czterech Klanów dzikich kotów, natychmiast wzrosły. Grom przeżył trzy straszliwe księżyce, podczas których stali się zdobyczą na własnym terytorium, lecz przetrwali. - Chodźmy. Chcę się upewnić, że Obóz jest bezpieczny, zanim reszta Klanu wróci. Po czym razem z Rzeczniakami znowu chwycił ciało Przywódczyni i przeciągnął ją między drzewami na szczycie wąwozu, pod którym mieściło się wejście do Obozu. Ledwo pamiętał wczesny poranek, kiedy on i jego Wojownicy ruszyli ścieżką martwych królików, którymi Tygrysia Gwiazda zwabił sforę psów na ich tereny. Na samym końcu szlaku odnaleźli ciało matki, Cętkowanej Mordki, zabitej w celu dania psom szansy posmakowania kociej krwi. Teraz wszystko wydawało się spokojne, a gdy węszył, czuł jedynie znajomy zapach pochodzący z Obozu. - Poczekajcie tu. - miauknął. - Zamierzam się rozejrzeć. - Pójdę z tobą. - zaoferował błyskawicznie Szaropręgi. - Nie. - tym razem przemówił Kamienne Futro, blokując szarego Wojownika własnym ogonem. - Myślę, że Ogniste Serce powinien zrobić to sam. Odpowiadając Zastępcy Klanu Rzeki wdzięcznym spojrzeniem, Ogniste Serce zaczął powoli schodzić w dół wąwozu, z uszami stojącymi czujnie w poszukiwaniu niepokojących odgłosów. W okolicy wciąż panowała dziwna cisza. Po przejściu ciernistym tunelem na polanę, rudzielec stanął i popatrzył uważnie dookoła. Całkiem możliwe, że jeden lub więcej psów wcale nie ruszyło do wąwozu albo Tygrysia Gwiazda wysłał swoich Wojowników, żeby przejąć Obóz. Ale wszystko ucichło. Futro rudzielca przeszył dreszcz zaskoczenia, zastając dom kompletnie opuszczony, bez oznak niebezpieczeństwa, smrodu psów czy tropów Cienia. Dla upewnienia pośpiesznie sprawdził stan legowisk i kociarni. Niechciane wspomnienia powróciły: rozproszenie Klanu na wieść o sforze psów, przyspieszone bicie serca podczas biegu przez las z gorącym oddechem lidera psiej szajki na swojej skórze. Stojąc u podnóży Wysokiej Skały, Ognisty wrócił myślami do wczesnych dziejów Tygrysiej Gwiazdy, którego postawił przed osądem reszty Klanu, ponieważ odkrył prawdziwą głębie jego zdrady. Potem zdrajca obiecał dozgonną zemstę, skazany na wygnanie, zaś rudzielec był pewien, że zesłanie sfory psów na Gromowiczów nie będzie ostatnią próbą wypełnienia tej krwiożerczej przysięgi. Jako ostatni punkt, Ogniste Serce przemknął ostrożnie przez tunel paproci do legowiska Okopconej Skórki. Wyglądając przez wejście, widział starannie ułożone zioła pod jedną ze ścian. Z tym miejscem wiązały się też inne, głęboko zakorzenione wspomnienia o Cętkowanym Listku i Żółtym Kle, które pełniły rangi Medyków przed Okopconą. Kocur kochał je obie, ogarnięty ponownym żalem nad ich losami, jaki prędko zlazł się z odczuwaną obecnie rozpaczą. Błękitna Gwiazda nie żyje. - powiedział im cicho w myślach. - Czy jest teraz z wami w Gwiezdnym Klanie? Odtworzył swoje kroki, wychodząc wzdłuż tunelu paproci, a następnie ruszył z powrotem na szczyt wąwozu. Szaropręgi pełnił wartę, podczas gdy Mglista Stopa i Kamienne Futro delikatnie czyścili futro zmarłej Przywódczyni. - Wszystko w porządku. - ogłosił Ogniste Serce. - Szaropręgi, chcę, żebyś poszedł na Słoneczne Skały. Powiedz Klanowi, że Błękitna Gwiazda nie żyje, ale nic poza tym. Wytłumaczę wszystko, kiedy ich zobaczę. Niech wiedzą, że mogą wrócić bezpiecznie do domu. Żółte oczy Wojownika zaiskrzyły. - Oczywiście, Ogniste Serce. Następnie odwrócił się i zerwał biegiem przez las, obierając kierunek Słonecznych Skał, gdzie reszta Klanu znalazła schronienie, kiedy psy Tygrysiej Gwiazdy podążały śladem króliczej krwi do ich Obozu. Kamienne Futro, kucając obok ciała Błękitnej Gwiazdy, zdobył się na cichy pomruk rozbawienia. - Łatwo odgadnąć, gdzie leży prawdziwa lojalność Szaropręgiego. - zauważył. - Tak. - przytaknęła Mglista Stopa. - Nikt naprawdę nie wierzył, że zostanie w Klanie Rzeki na zawsze. Kocięta Szaropręgiego urodziła rzeczna kocica, dlatego na pewien czas odszedł do Klanu Rzeki, ale w swoim sercu nigdy nie opuścił Gromu. Zmuszony do walki przeciwko swojemu rodzinnemu Klanowi, wybrał ocalenie życia przyjacielowi, za co Przywódczyni Rzeki, Lamparcia Gwiazda, ukarała go wygnaniem. Ogniste Serce wnioskował, że ten wyrok w rzeczywistości tylko umożliwił szarakowi powrót do miejsca, do którego należał. Skinąwszy na potwierdzenie Rzeczniakom, znowu złapał Błękitną Gwiazdę i trzy koty zaczęły ostrożnie znosić ciało w dół wąwozu. Po skończonym wysiłku mogli ułożyć kocicę w jej legowisku wewnątrz Wysokiej Skały, gdzie zostanie, aż reszta Klanu pożegna oraz pochowa ją ze wszystkimi zaszczytami godnymi tak mądrej i sprawiedliwej Przywódczyni. - Dziękuję za pomoc. - miauknął Ogniste Serce obydwu kotom. Wahając się przez chwilę z powodu wiedzy o znaczeniu jego zaproszenia, dodał: - Czy zechcecie zostać na pogrzebie Błękitnej Gwiazdy? - To szczodra oferta... - przyznał Kamienne Futro, ujawniając błysk zaskoczenia, iż Zastępca umożliwia członkom wrogiego Klanu uczestniczyć w czymś tak intymnym. - ...ale wzywają nas obowiązki w naszym Klanie. Musimy wracać. - Dziękujemy, Ogniste Serce. - wtórowała Mglista Stopa. - To wiele dla nas znaczy. Zresztą, twoi Klanowicze nabiorą podejrzeń, jeśli zostaniemy. Oni... nie wiedzą, że Błękitna Gwiazda była naszą prawdziwą matką, prawda? - Nie. - odpowiedział rudzielec. - Tylko Szaropręgi. Ale Tygrysia Gwiazda podsłuchał, co ty i Błękitna Gwiazda powiedziałyście sobie na brzegu rzeki. Musicie być przygotowani, jeśli zechce ujawnić to na następnym Zgromadzeniu. Kamienne Futro i Mglista Stopa wymienili spojrzenia, po czym szary kocur wyprostował się z błyszczącym wyzywająco wzrokiem. - Tygrysia Gwiazda może sobie mówić, co mu się żywnie podoba. - orzekł. - Wyznam to dzisiaj Klanowi Rzeki. Nie zamierzam wstydzić się własnej matki. Była szlachetną Przywódczynią, a nasz ojciec wielkim Zastępcą. - Tak. - przytaknęła jego siostra. - Nikt nie może temu zaprzeczyć, nawet, jeśli pochodzili z innych Klanów. Ich odwaga i determinacja faktycznie przypominała Ognistemu Błękitną Gwiazdę. Oddała je ojcu, Dębowemu Sercu, który był ongiś Zastępcą Klanu Rzeki, więc dorastali w wierze, że przyszli na świat w Klanie Rzeki. Początkowo znienawidzili swoją matkę, kiedy poznali prawdę, ale tego ranka, gdy leżała umierająca na brzegu rzeki, odnaleźli w swoich sercach miłość, aby jej wybaczyć. Pośród tego całego bólu, Ogniste Serce poczuł nieopisywalną ulgę, że Przywódczyni zdołała pogodzić się z dziećmi przed odejściem do Gwiezdnego Klanu. On sam wiedział najlepiej, jak mocno cierpiała, obserwujące je dorastające w innym miejscu. - Żałuję, że nie poznaliśmy jej lepiej. - szepnął smutno Kamienne Futro, jak gdyby mógł odczytać myśli Gromowicza. - Masz szczęście, że wychowałeś się tutaj i zostałeś jej Zastępcą. - Wiem. - rudy popatrzył współczująco na niebieskoszarą kocicę leżącą na piaszczystej ziemi. Błękitna Gwiazda wyglądała teraz na małą i bezradną, odkąd jej szlachetny duch opuścił ciało i udał się na łowy z resztą Gwiezdnych. - Czy możemy pożegnać się z nią sami? - zapytała niepewnie Mglista Stopa. - Tylko przez chwilę? - Oczywiście. - odparł Zastępca. Poczłapał z jaskini, zostawiając kucające przy zwłokach rodzeństwo, żeby pozwolić im dzielić języki z matką ten pierwszy i ostatni raz. Kiedy okrążył Wysoką Skałę, niespodziewanie usłyszał odgłos kotów przedzierających przez janowcowy tunel. Wyskakując do przodu, dostrzegł Mroźne Futerko i Nakrapiany Ogon wpełzające nieśmiało na polanę, wahając się chwilę w wejściu przed odważnym krokiem do Obozu. Z podobną ostrożnością, Paprociowe Futro oraz Złoty Kwiat podążyli ich śladem. Ogniste Serce z bólem obserwował, jak jego Klanowicze lękają się własnego domu, zaś oczyma szukał jednej szczególnej Wojowniczki, Piaskowej Burzy - jasnorudej kocicy, którą kochał. Musiał wiedzieć, że nic jej nie jest po odegraniu kluczowej roli w wywabieniu sfory psów z dala od Obozu. Zastępca zauważył też swojego bratanka, Obłoczonego Ogona. Biały kocur troskliwie eskortował Straconą Mordkę, młodą kotkę, jaka odniosła straszliwe rany w spotkaniu ze sforą zanim psy zaatakowały Obóz. Następnie przybyła Okopcona Skórka, kuśtykając przez tunel z wiązanką ziół w pyszczku, popychając naprzód Jeżynową oraz Brunatną Łapę, dwóch najświeższych Terminatorów, jednocześnie potomków Tygrysiej Gwiazdy. Dopiero w ostatniej chwili Ognisty ujarzał Piaskową Burzę idącą wzdłuż boku Wierzbowej Skórki, wokół których skakały radośnie trzy kociątka, nieświadome kryzysu, jaki dotknął ich Klan. Pomruk wypełnił gardło rudzielca, gdy podbiegł do Wojowniczki i przycisnął mordkę do jej boku. Piaskowa natomiast zalała mu uszy czułymi liźnięciami, a patrząc w zielone oczy, dostrzegł weń rosnące ciepło. - Tak bardzo się o ciebie martwiłam, Ogniste Serce. - wymruczała. - Nie mogłam uwierzyć w wielkość tych psów! Nigdy w życiu tak się nie bałam. - Ja też. - przyznał. - Przez cały czas myślałem, że cię dopadły. - Dopadły mnie? - Piaskowa Burza odsunęła się, trzepiąc końcówką ogona. W mgnieniu oka Zastępca przestraszył się, iż ją uraził, ale potem dostrzegł figlarny błysk w jej ślepiach. - Biegłam dla ciebie i dla Klanu, Ogniste Serce. Czułam, jak gdybym miała w łapach prędkość Przodków! - przeszła kilka kroków na środek polany, nieco ostudzając grymas. - Gdzie jest Błękitna Gwiazda? Szaropręgi powiedział nam, że nie żyje. - Tak. - odpowiedział. - Próbowałem ją uratować, ale walka z rzeką była dla niej zbyt ciężka. Jest w swoim lego...wisku. - zawahał się, po czym sprostował: - Mglista Stopa i Kamienne Futro też tam są. Piaskowa Burza odwróciła głowę, jeżąc alarmowo pręgowany grzbiet. - Rzeczniacy w naszym Obozie!? Dlaczego? - Pomogli mi wyciągnąć Błękitną Gwiazdę z wody. - wytłumaczył spokojnie. - A... ona była ich matką. Oczy kocicy niespodziewanie zaokrągliły się do olbrzymich rozmiarów. - B-Błękitna Gwiazda!? Ale jak... Ogniste Serce przerwał jej, przyciskając mordkę własnym pyszczkiem. - Opowiem ci o tym później. - obiecał. - Teraz muszę się upewnić, że z Klanem wszystko w porządku. Gdy rozmawiali, reszta kotów zdążyła przejść przez janowcowy tunel i zaczynała gromadzić w nierównym kręgu wokół Piaskowej Burzy i Ognistego. Zauważył w tłumie Paprociową oraz Jesionową Łapę, dwóch Terminatorów, którzy rozpoczęli gonitwę, nakierowując psy z dala od Obozu. - Dobrze się spisaliście, obydwoje. - pochwalił ich na głos. Młodzi odpowiedzieli mu nieśmiałymi pomrukami. - Ukryliśmy się w leszczynach, tam, gdzie nam kazałeś, a potem wyskoczyliśmy, jak tylko zobaczyliśmy psy. - opowiedział Jesionowa Łapa. - Tak, wiedzieliśmy, że musimy je trzymać z daleka. - zakończyła Paprociowa. - Byliście bardzo dzielni. - skwitował Ogniste Serce. Po raz kolejny przypomniał sobie bezwładne ciało Cętkowanej Mordki, matki tych dwóch Terminatorów, zamordowanej przez Tygrysią Gwiazdę. - Jestem z was dumny, tak samo jak wasza matka. Jesionowy odrobinę struchlał, przypominając trochę małe kocię. - Bardzo się bałem. - przyznał. - Gdybyśmy wiedzieli, jak duże są te psy, chyba nie odważyłbym się tego zrobić. - Wszyscy się baliśmy. - miauknął Popielata Skórka, przychodząc i obdarowując Paprociową Łapę delikatnym liźnięciem. - Nigdy w życiu nie biegłem tak szybko. Wy dwoje poradziliście sobie znakomicie. Chociaż chwalił teraz obydwu uczniów, całe uczucie w jego oczach było przeznaczone wyłącznie dla Paprociowej Łapy. Ogniste Serce ledwo ukrył swoje rozbawienie. Uczucia brązowego kocura wobec niej nie były już żadną tajemnicą. - Ty też dobrze się spisałeś, Popielaty. - powiedział. - Nasz Klan jest wdzięczny wam wszystkim. Popielata Skórka wbił w rudego znaczący wzrok, zanim skłonił głowę z niemym potwierdzeniem. Gdy odszedł w głąb tłumu, Zastępca dojrzał Obłoczonego Ogona prowadzącego Straconą Mordkę. - Dobrze się czujesz, Stracona Mordko? - zatrzymał ich pytaniem. - Tak. - odpowiedziała młoda kotka, nerwowo przeszywając okolicę swoim jednym zdrowym okiem. - Jesteś pewny, że żaden pies tutaj nie dotarł? - Sprawdziłem cały Obóz osobiście. - zapewnił ją. - Zero śladu psów. - Była bardzo odważna na Słonecznych Skałach. - wtrącił Obłoczny Ogon, dotykając pyskiem ramienia rudo-białej. - Pomagała mi pełnić wartę na drzewie. Stracona Mordka rozpromieniła się. - Nie widzę już tak dobrze, jak kiedyś, ale nadal mogę słuchać i czuć. - Dobra robota. - miauknął Ognisty. - Ty też, Obłoczny. Wiedziałem, że mogę na tobie polegać. - Oni wszyscy spisali się dobrze. - to był głos Okopconej Skórki. Zastępca odwrócił głowę, widząc, jak kuleje do niego przy Mysim Futerku. - Nikt nie spanikował nawet, kiedy usłyszeliśmy wycie. - I wszyscy są zdrowi? - zapytał z niepokojem. - Tak. Wszyscy. - niebieskie oczy Medyczki zaświeciły z ulgą. - Mysie Futerko złamała pazur, kiedy uciekała przed psami, ale to wszystko. Chodź, Mysia, dam ci coś na to. Gdy rudzielec obserwował je, nagle uświadomił sobie, że Biała Burza stoi tuż obok niego. - Czy mogę zamienić z tobą słowo? - Oczywiście. - Przepraszam. - spojrzenie Białej Burzy wypełniał ogromny żal. - Wiem, że prosiłeś mnie, abym dbał o Błękitną Gwiazdę, kiedy uciekaliśmy przed psami. Ale ona wymknęła się ze Słonecznych Skał, zanim to zauważyłem. Teraz to moja wina, że... nie żyje. Ogniste Serce zmrużył powieki, patrząc na starszego Wojownika. Po raz pierwszy zauważył, na jak bardzo wyczerpanego wyglądał. Pomimo bycia sędziwym członkiem Klanu Gromu, zawsze wydawał się być silny i energiczny, a jego białe futro eleganckie oraz zadbane. Teraz wyglądał o sto księżyców starzej niż kot, który opuścił Obóz tego ranka. - Nie bądź śmieszny! - wybuchnął. - Nawet jeśli nie zauważyłeś, że Błękitna Gwiazda uciekła, co innego mogłeś zrobić? Była twoją Przywódczynią i nie mogłeś zmusić jej do zostania. Biała Burza zamrugał. - Nie ośmieliłem się wysłać po nią żadnego kota. Nie ze sforą psów na wolności. Wszystko, co robiliśmy, to siedzenie na drzewach wokół Słonecznych Skał i słuchanie ich wycia... - dreszcz raptem przeszył jego ciało. - ...ale powinienem był coś zrobić. - Zrobiłeś wszystko, co mogłeś. - odpowiedział mu Ogniste Serce. - Zostałeś z Klanem i utrzymałeś ich w bezpieczeństwie. Błękitna Gwiazda podjęła własną decyzję. To wolna Gwiezdnego Klanu, że umarła, by nas ocalić. Biała Burza powoli skinął głową, mimo zamglonych lękiem oczu, nim odszepnął: - Nawet jeśli straciła całą wiarę w Gwiezdnych... Rudzielec był świadomy dzielonej z nim tajemnicy, że w ostatnich księżycach życia Błękitna Gwiazda zaczynała powoli tracić rozum. Wstrząśnięta po zdradzie Tygrysiej Gwiazdy, Przywódczyni uwierzyła, że toczy wojnę ze swoimi Przodkami. Ogniste Serce oraz Biała Burza z pomocą Okopconej Skórki za wszelką cenę próbowali zachować wiedzę o słabości liderki przed resztą Klanu. Lecz Ognisty wiedział również, że uczucia Błękitnej Gwiazdy uległy diametralnej zmianie w jej ostatnich chwilach. - Nie, Biała Burzo. - odpowiedział mu, wdzięczny, że to jedyne pewne pocieszenie, jakie mógł mu wówczas zaoferować. - Ona pogodziła się z Gwiezdnym Klanem przed śmiercią. Dobrze wiedziała, co robi, i dlaczego. Jej umysł był znowu jasny, a wiara silna. Radość przyćmiła ból w spojrzeniu Wojownika, który pochylił głowę. Zastępca zdał sobie sprawę, jak niszczycielskim ciosem była dla niego śmierć Błękitnej Gwiazdy, gdyż obydwoje byli bliskimi przyjaciółmi od samego początku. Teraz reszta Klanowiczów także dołączała do towarzystwa Ognistego. Widział ślady strasznych wspomnień wymalowane na ich pyszczkach, wyrazy pełne lęku z przeszłości. Przełykając ze stresem ślinę, wiedział, że jego obowiązkiem jest uspokojenie tych obaw. - Ogniste Serce. - zaczął niepewnie Paprociowe Futro. - Czy to prawda, że Błękitna Gwiazda nie żyje? Skinął im głową. - Tak, to prawda. Ona... zginęła, ratując mnie i nas wszystkich. - przez chwilę podejrzewał, że jego głos całkiem się załamie, zatem przerwał, by zaczerpnąć oddech. - Jak wiecie, byłem ostatnim kotem na szlaku prowadzącym psy do wąwozu. Kiedy biegłem nad przepaść, Tygrysia Gwiazda wyskoczył na mnie i przygwoździł, a potem dopadł mnie lider sfory. Zabiłby mnie, a psy nadal biegały luzem po lesie, gdyby nie Błękitna Gwiazda. Rzuciła się na psa, popychając go nad krawędź... i... i oboje spadli. Widział falę przerażenia przenikając pyski jego towarzyszy, niczym wiatr uginający drzewa. - I co się stało potem? - zapytała Mroźne Futerko ściszonym głosem. - Skoczyłem za nią, ale nie mogłem jej ocalić. - Ognisty zamknął oczy, przypominając sobie nerwowe ubijanie wody i beznadziejną walkę o utrzymanie swojej Przywódczyni na powierzchni. - Kamienne Futro i Mglista Stopa z Klanu Rzeki przybyli mi pomóc, kiedy zostałem zmieciony wraz z nurtem. - kontynuował. - Błękitna Gwiazda jeszcze żyła, gdy ją wyciągnęliśmy, ale było już zbyt późno. Poświęciła swoje dziewiąte życie i odeszła, by dołączyć do Gwiezdnego Klanu. Skowyt rozpaczy wybuchł pośród tłumu. Ogniste Serce zdał sobie sprawę, że większości tych kotów nawet nie było na świecie, kiedy Błękitna została mianowana Przywódcą, dlatego utrata jej musiała przypominać szok, jak gdyby jeden z Czterech Dębów wyrwano z dnia na dzień! Przemówił znowu, ledwo unikając drżenia głosu: - Błękitna Gwiazda wcale nas nie opuściła. Czuwa teraz z Gwiezdnego Klanu... a jej duch jest tutaj z nami. - Albo w swoim legowisku - pomyślał prywatnie. - Dzieląc języki z Mglistą Stopą i Kamiennym Futrem. - Chciałabym zobaczyć Błękitną Gwiazdę. - odezwała się Nakrapiany Ogon. - Czy jest w swoim gnieździe? Odwróciła się w kierunku wejścia do groty, otoczona przez Pstrokaty Ogon i Małe Ucho. - Pójdę z wami. - zaoferowała Mroźne Futro, zrywając na równe łapy. Alarm przeszedł przez ciało rudzielca jak pocisk. Miał nadzieję ofiarować dzieciom Błękitnej Gwiazdy tyle czasu, ile zdoła, by godnie pożegnali zmarłą matkę, ale nagle zdał sobie sprawę, że nikt oprócz Szaropręgiego i Piaskowej Burzy nawet nie wie o obecności dwóch rzecznych Wojowników w ich Obozie. - Czekajcie! - krzyknął, przepychając barkami przez gapiów. Niestety, było już za późno. Nakrapiany Ogon i Mroźne Futerko stanęły w wejściu groty, momentalnie jeżąc futra i nastraszając ogony do dwukrotnie większej objętości, kiedy tylko dostrzegły obcych. Groźne miauknięcie padło z ust białej kocicy: - Co WY tu robicie!? Gdy tylko Ogniste Serce dostał się do legowiska Błękitnej Gwiazdy, Nakrapiany Ogon odwróciła się by stanąć z nim twarzą w twarz. Jej oczy płonęły złością. - Tutaj są dwaj rzeczniacy - warknęła - masakrujący ciało naszej przywódczyni! - N-nie, to nie tak - sapnął Ognisty - oni... oni mają pozwolenie, by tu być. Spostrzegł, że reszta klanu zgromadziła się tłumnie tuż za nim. Do jego uszu dobiegło wyzywające wycie Obłocznego Ogona, przerywane wściekłymi warknięciami innych gromowych wojowników. Ogniste Serce odwrócił się do zgromadzonych i omiótł ich wzrokiem. - Odsuńcie się! - zarządził. - Wszystko jest w porządku. Mglista Stopa i Kamienne Futr... - Wiedziałeś, że tu są? - ten głos należał do Ciemnopręgiego. Kocur przepchnął się przez tłum by stanąć oko w oko z zastępcą. - Wpuściłeś wroga do obozu, do samego legowiska naszej przywódczyni? Ognisty odetchnął, wymuszając na sobie spokój. Nie ufał czarnemu kocurowi. Gdy klan przygotowywał plan ucieczki przed psami, to właśnie on próbował wymknąć się z kociętami Tygrysiej Gwiazdy. Twierdził, że nie miał pojęcia o knowaniach zdrajcy, jednak rudzielec sam nie był pewny, czy mu wierzy. - Zapomniałeś, co powiedziałem? - zapytał. - Kamienne Futro i Mglista Stopa pomogli mi wyłowić Błękitną Gwiazdę z rzeki. - Czyżby? - parsknął Ciemnopręgi. - skąd możemy wiedzieć, że nie kłamiesz? Dlaczego Rzeka miałaby pomagać Gromowi? - Pomagali nam już wiele razy w przeszłości - przypomniał mu Ogniste Serce - gdyby nie dali nam schronienia, pożar pochłonąłby więcej ofiar. - To prawda - miauknęła Mysie Futro. Wraz z Okopconą Skórką wróciła na czas by usłyszeć kłótnię. - Ale to nie tłumaczy ich obecności. Co oni tu robią? - Oddajemy honor Błękitnej Gwieździe. Ogniste Serce odwrócił się na te butne słowa Kamiennego Futra i dostrzegł Rzecznego zastępcę wraz z jego siostrą. Oboje wyglądali zniechęceni reakcją Gromowych wojowników, a futra na ich barkach zjeżyły się, gdy zrozumieli z jaką niechęcią zostali przyjęci. - Chcieliśmy ją pożegnać - oświadczyła jasnoszara kotka. - Dlaczego? - Była naszą matką. - odparła Mglista Stopa, obróciwszy się do szarobrązowej kotki, a Ogniste Serce poczuł, jak żołądek podchodzi mu do gardła. Zapadła cisza, przerywana tylko skrzeczeniem wron usadowionych na obrzeżach obozu. Myśli rudzielca prześcigały się nawzajem gdy spotykał zszokowane spojrzenia swoich pobratymców, wreszcie spotykając oczy Piaskowej Burzy, które teraz wypełnione były strachem - była doskonale świadoma tego, że Ogniste Serce nie chciał by sekret Błękitnej Gwiazdy wydał się w taki sposób. - Waszą.. matką? - warknęła Nakrapiany Ogon. - Nie uwierzę w to. Błękitna Gwiazda nigdy nie pozwoliłaby by jej kocięta były wychowywane w innym klanie! - Wierz lub nie, lecz to prawda - odciął się Kamienne Futro. Ogniste Serce wystąpił naprzód, ostrzegawczo machając ogonem w kierunku szarego kocura. - Poradzę sobie z tym. Ty i Mglista Stopa powinniście już iść. - stwierdził, wskazując na wyjście z obozu. Kamienne Futro zdawkowo skinął głową i razem z siostrą skierowali się w stronę jałowcowego tunelu. Rudy kocur mógł usłyszeć parę wściekłych syknięć, gdy gromowi wojownicy ustępowali im drogi. - Klan dziękuje wam za pomoc! - zawołał za nimi, a jego głos poniosło echo. Dwójka odchodzących kotów nie odpowiedziała. W końcu zniknęli w jałowcowym tunelu, nie obróciwszy się ani razu. Każdy skrawek sierści na ciele Ognistego wypełniony był chęcią odwrócenia się i ucieczki przed nowymi obowiązkami. Sekret, który ciężko było choćby ukrywać, mógł okazać się jeszcze cięższy do wyjawienia. Pragnął chwili więcej do namysłu, lecz wiedział, że lepiej by klan usłyszał prawdę od niego niż od Tygrysiej Gwiazdy na następnym zgromadzeniu. Jako nowy przywódca klanu musiał stawić czoła wyzwaniu, nieważne, jak mało mu się to podobało. Skinąwszy głową Okopconej Skórce wskoczył na szczyt Wysokiej Skały. Nie było potrzeby przywoływania klanu - wszyscy już patrzyli wyczekująco w jego stronę. Przez kilka uderzeń serca Ogniste Serce milczał, nie mogąc wydobyć z siebie ani jednego słowa. Widział ich złość i zdezorientowanie, wyraźnie czuł zapach strachu. Ciemnopręgi patrzył na niego ze zmrużonymi oczami, jak gdyby już planował co powiedzieć Tygrysiej Gwieździe. Lecz rudy kocur był przekonany, że Tygrysia Gwiazda już wie - słyszał, co Błękitna Gwiazda mówiła do swoich kociąt gdy umierała przy brzegu rzeki. Lecz mimo wszystko przywódca Klanu Cienia chętnie usłyszałby o nieładzie w Klanie Gromu i trudnościach, z jakimi boryka się Ogniste Serce. Z pewnością planował wykorzystać to wszystko na swoją korzyść, tak jak planował odzyskanie swoich kociąt. Ogniste Serce wziął głęboki oddech i rozpoczął. - Mglista Stopa i Kamienne Futro naprawdę są kociętami Błękitnej Gwiazdy. - z trudem zachowywał spokój, jednocześnie modląc się do Gwiezdnych o odpowiednie słowa. Nie chciał, by klan odwrócił się przeciw byłej przywódczyni. - ich ojcem był Dębowe Serce z Klanu Rzeki. Gdy kocięta przyszły na świat, oddała je mu, by zostały wychowane w jego klanie. - Skąd to wiesz?! - syknęła Mroźne Futerko. - Błękitna Gwiazda nigdy by tego nie zrobiła! Jeśli koty z klanu Rzeki tak twierdzą, łżą! - Błękitna Gwiazda sama mi to powiedziała. - Odparł Ogniste Serce. Spotkał wściekłe spojrzenie białej kotki, z oczami płonącymi z furią i obnażonymi zębami, jednak ta nie odezwała się ani słowem. Przecież nie śmiałaby oskarżać jego o kłamstwo. - Sugerujesz, że była zdrajczynią? - syknęła. Jeden czy dwa koty zawołały w proteście. Mroźne Futerko odwróciła się z najeżonym futrem, a chwile potem tuż przed nią wyrosła postać Białej Burzy. - Błękitna Gwiazda zawsze była lojalna swojemu klanowi. - pomimo że doświadczony wojownik wyglądał na zszokowanego, jego głos pozostał spokojny. - Jeżeli była lojalna... - wtrącił się Ciemnopręgi. - Dlaczego pozwoliła, by kot z innego klanu był ojcem jej kociąt? Ogniste Serce nie znalazł odpowiedzi na to pytanie. Nie tak dawno temu, jego przyjaciel Szaropręgi zakochał się w kotce z Klanu Rzeki, i jego kocięta właśnie tam się teraz znajdują. Koty z Klanu Gromu nie mogły zrozumieć, dlaczego szary kocur nie może pozostać w klanie w którym przyszedł na świat. Mimo jego powrotu niektórzy wciąż byli wobec niego nieufni i wątpili w jego lojalność. - Gdy kocięta przyszły na świat, Błękitna Gwiazda chciała wychować je na wiernych wojowników Klanu Gromu, ale... - Pamiętam te kocięta - tym razem był to Małe Ucho. - Zniknęły z kociarni. Wszyscy myśleliśmy że porwał je lis lub borsuk. Błękitna Gwiazda była załamana. Chcesz powiedzieć, że to wszystko było kłamstwem? - Nie - odparł Ogniste Serce, spoglądając na szarego, sędziwego kocura. - Utrata kociąt była dla niej wielkim ciosem. Ale musiała je oddać, by stać się zastępcą. - Twierdzisz, że przełożyła ambicje ponad własne kocięta? - zapytał Popielata Skórka głosem bardziej zakłopotanym niż oskarżającym, jak gdyby nie mógł przywołać obrazu mądrej przywódczyni, którą znał, oddającą swoje pociechy z powodu marzeń. - Zrobiła to, ponieważ tego potrzebował klan. To Grom był dla niej najważniejszy, zawsze tak było. - To prawda - zgodził się cicho Biała Burza. - Klan Gromu zawsze liczył się dla niej najbardziej. - Mglista Stopa i Kamienne Futro są dumni z jej odwagi - kontynuował zastępca - I my wszyscy też powinniśmy. Z ulgą przyjął fakt, że nikt nie rzucał mu już otwartych wyznań, ale panujące napięcie nie zniknęło całkowicie. Mysie Futro i Mroźne Futerko szeptały coś między sobą, rzucając kocurowi podejrzliwe spojrzenia, a po krótkiej chwili dołączyła do nich także Nakrapiany Ogon. Z drugiej strony, Biała Burza podchodził od kota do kota, popierając słowa rudego kocura, a Małe Ucho kiwał powoli głową, szanując decyzję Błękitnej Gwiazdy. Wtem czyiś głos wzbił się ponad ściszone rozmowy. - Ogniste Serce... - ten głos należał do Brunatnej Łapy. - czy to ty będziesz teraz naszym przywódcą? - Pieszczoch dwunogów jako nasz przywódca?! - Ciemnopręgi zerwał się na łapy. - Czy wy wszyscy poszaleliście? - Nie masz tu prawa do protestu, Ciemnopręgi - odparł Biała Burza, unosząc głos. - Ogniste Serce to zastępca klanu, i przejmuje przywództwo po Błękitnej Gwieździe. Ogniste Serce rzucił starszemu wojownikowi wdzięczne spojrzenie, a najeżone futro powoli zaczęło się wygładzać. Nie mógł pozwolić, by Ciemnopręgi go sprowokował. Mimo wszystko nie mógł nie czuć narastających wątpliwości - Błękitna Gwiazda uczyniła go zastępcą, ale jej racjonalne myślenie przyćmiewała wtedy zdrada Tygrysiego Pazura. Co więcej, jego ceremonia została opóźniona, co tylko poszerzyło niepewność wojowników Klanu Gromu. Czy to wszystko oznaczało, że kocur nie nadawał się do tej roli? - Pieszczoch dwunogów! - ponownie zaprotestował Ciemnopręgi, posyłając mu wrogie spojrzenie żółtych oczu. - Cuchnący dwunogami i ich gniazdami! Czy naprawdę chcemy, by to był nasz przywódca? Żołądek Ognistego Serca wypełnił znajomy gniew. Pomimo iż był członkiem Klanu Gromu odkąd tylko skończył sześć księżyców, kocur nigdy nie pozwolił mu zapomnieć o jego korzeniach. Gdy rudzielec walczył z chęcią rzucenia się Ciemnopręgiemu do gardła, głos zabrała Złoty Kwiat. - Ogniste Serce wielokrotnie udowodnił swoją lojalność dla Klanu Gromu. Żaden z kotów urodzonych w klanie nie zrobiłby więcej. Zastępca skinął do niej z podziękowaniem, jednocześnie nie mogąc wyjść z zaskoczenia, że to właśnie Złoty Kwiat postanowiła stanąć po jego stronie. Wiedziała o jego niechęci do jej kociąt - szczególnie do Jeżynowej Łapy, tak bardzo przypominającego ojca. Pomimo tego, że sam uczynił kocurka swym terminatorem, nigdy nie czuł się w jego obecności spokojnie, i kotka-matka doskonale o tym wiedziała. Zawsze uparcie broniła swoich kociąt przed niesłusznymi podejrzeniami Ognistego Serca; dlatego też jej pomoc była dla niego nie do przewidzenia. - Nie słuchaj go. My wszyscy, wyłączając Ciemnopręgiego, chcemy ciebie jako naszego przywódcę. Nadajesz się do tego jak nikt inny. - wtrącił Paprociowe Futro, a po zgromadzonych rozległ się pomruk zgody. - Poza tym, nie możemy sprzeciwiać się prawom Gwiezdnego Klanu. Zastępca zawsze zostaje przywódcą. - tym razem głos zabrała Mysie Futro. - Tak głosi Kodeks Wojownika. - A wszystko wskazuje na to, że Ogniste Serce zna go lepiej niż ty. - syknął Szaropręgi, smagając powietrze ogonem i wpatrując się w czarnego kocura. Podobnie jak płomiennorudy, doskonale wiedział o jego współpracy z Tygrysią Gwiazdą. Zastępca gestem uciszył przyjaciela, po czym zwrócił się do klanu. - Obiecuję, że zrobię wszystko co w mej mocy by Klan Gromu miał przywódcę, na jakiego zasługuje; a z pomocą Gwiezdnych to osiągnę. A co do ciebie, Ciemnopręgi... - kocur omiótł buntownika nieprzychylnym spojrzeniem - ...jeżeli nie podoba ci się perspektywa mnie jako przywódcy, zawsze możesz odejść. Ciemnopręgi rzucił rudzielcowi nienawistne spojrzenie. Gdybym nigdy nie przybył do lasu, to Tygrysia Gwiazda byłby teraz przywódcą, przemknęło zastępcy przez myśl, a ty jego zastępcą. Pomimo iż nie chciał konfrontacji z wojownikiem, do tego właśnie go doprowadzał; i chociaż Klan Gromu nie mógł sobie pozwolić na utratę ani jednego wojownika, Ogniste Serce miał nadzieję, że kocur weźmie sobie do serca jego słowa i odejdzie raz na zawsze. Z drugiej strony, oczywistym było, że udałby się do Klanu Cienia na spotkanie z dawnym mistrzem. Lepiej było trzymać jego wrogów daleko od siebie. Dopóki Ciemnopręgi znajdował się w Klanie Gromu, dopóty miał na niego oko. Pręgus wpatrywał się w niego jeszcze przez kilka uderzeń serca, po czym odwrócił się i odszedł, nie kierując się jednak w stronę Jałowcowego Tunelu; zamiast tego, jego ciemne futro zniknęło w legowisku wojowników. - Dobrze. - Ogniste Serce zwrócił się w stronę klanu, unosząc głos. - Tej nocy odbędziemy rytuał pożegnania Błękitnej Gwiazdy. - Chwila! - Obłoczny Ogon podskoczył niczym oparzony na łapy, jeżąc ogon. - Nie zaatakujemy Klanu Cienia? Przecież zamordowali Cętkowaną Mordkę i sprowadzili do nas psy! Powinniśmy się na nich zemścić! Kocur miał powody do złości: gdy jeszcze jako bezbronny kociak przybył do obozu, Cętkowana Mordka stała się dla niego przyszywaną matką. Ale zastępca wiedział, że atak na Klan Cienia nie będzie właściwym wyjściem. Gestem ogona uciszył skandujące koty, które popierały jego białego siostrzeńca. - Nie. - odparł szorstko, spoglądając na śnieżnobiałego kocura. - To nie moment na atak na Klan Cienia. - Że co? - syknął Obłoczny Ogon, a w jego głosie dało się dosłyszeć niedowierzanie. - Tak po prostu im odpuścimy? Płomiennorudy wziął głęboki oddech i przemówił: - Klan Cienia nie zabił Cętkowanej Mordki, tak samo jak nie ściągnął do nas psów. To wina Tygrysiej Gwiazdy. Każdy jeden zając miał na sobie jego zapach. Nie możemy być pewni, że jego Klan wiedział, co planuje. Obłoczny Ogon parsknął lekceważąco, na co Ogniste Serce odpowiedział karcącym spojrzeniem. Wiedział, że wszystko to wydarzyło się z powodu wrogości pomiędzy nim a ambitnym przywódcą Klanu Cienia. Oczywiście, zgarnięcie terenów Klanu Gromu ucieszyłoby Tygrysią Gwiazdę, ale jego głównym motywem było pozbycie się Ognistego Serca. Tylko w ten sposób mógł się zemścić za ujawnienie jego planu zdobycia przywództwa w rodzimym klanie. Rudy kocur był świadom, że prędzej czy później dojdzie do otwartej konfrontacji z wrogiem, którą tylko jeden z nich mógł przeżyć; w głębi ducha nieustannie składał modlitwy do Gwiezdnego Klanu, by podczas tego spotkania miał odwagę i siłę na wygnanie żądnego krwi kocura raz na zawsze. - Uwierzcie mi, Tygrysia Gwiazda zapłaci za wszystkie krzywdy - zapewnił swój klan. - Ale Klan Cienia nie jest nam nic winien. Ku uldze zastępcy, Obłoczny Ogon zaniechał kłótni, i chociaż jego oczy płonęły złością, usiadł tylko na ziemi i mruknął coś do Straconej Mordki. Nieopodal rudzielec spostrzegł Złoty Kwiat, która przez cały czas trzymała przy soie Brunatną i Jeżynową Łapę, jak gdyby nadal byli tylko kociętami. Zawsze bała się, że Klan będzie oceniał ich surowo z winy ich ojca. Gdy zastępca zadecydował o wstrzymaniu się od ataku widocznie się uspokoiła i wypuściła terminatorów; Ogniste Serce nie mógł pozbyć się wrażenia, że Jeżynowa Łapa posyła mu wrogie spojrzenia. Ale nie mógł teraz zamartwiać się synem Tygrysiej Gwiazdy. Obóz ozdobiony był teraz długimi cieniami, zwiastującymi nadchodzącą noc. Nadszedł czas na ostatnie dzielenie języków z przywódczynią. - Pożegnamy teraz Błękitną Gwiazdę. Czy jesteś gotowa, Okopcona Skórko? - zwrócił się do szarej medyczki, która natychmiast skinęła głową. - Szaropręgi, Piaskowa Burzo, czy przyniesiecie ją tutaj? Dwoje wojowników ruszyła w stronę nory przywódczyni, by po chwili opuścić ją z ciałem szarobłękitnej kotki. Umieścili ją delikatnie na zbitym piasku na środku obozu. - Piaskowa Burzo, zorganizuj polowanie. Gdy tylko pożegnacie Błękitną Gwiazdę, chcę byście uzupełnili stos zdobyczy. A ty, Mysie Futerko, czy możesz poprowadzić patrol w okolicach Wężowych Skał i granicy z Klanem Cienia? Chcę być pewien, że na naszym terytorium nie ma już ani psów, ani kotów z Klanu Cienia. - Oczywiście, Ogniste Serce - brązowa, pręgowana kotka dźwignęła się na łapy. - Złoty Kwiecie, Długi Ogonie, idziecie ze mną? Wspomniane koty zbliżyły się do niej, po czym cała trójka skierowała się w stronę martwej przywódczyni, by dzielić z nią języki po raz ostatni. Następni okazali się Piaskowa Burza, Popielata Skórka i Obłoczny Ogon. Tymczasem siedząca nieopodal Okopcona Skórka wpatrywała się w granatowe niebo, na którym właśnie zaczęły pojawiać się pierwsze gwiazdy - zgodnie z antycznym wierzeniem, były to dusze poległych kotów, które obserwowały świat zza Srebrnej Skórki. Ogniste Serce zastanawiał się, czy jedną z nich będzie właśnie zmarła kotka. - Błękitna Gwiazda była dobrą przywódczynią - odezwała się popielata medyczka, której błękitne oczy błyskały teraz w świetle gwiazd. - Była bardzo wierna swojemu klanowi, a pamięć o niej pozostanie z nami na zawsze. Podziękujmy Gwiezdnemu Klanowi za jej życie. Niech opiekuje się nami ze Srebrnej Skórki, tak jak robiła to za życia. Gdy kotka skończyła przemowę i zwiesiła głowę, wśród zgromadzonych rozległ się cichy szmer. Koty, które wyznaczył płomiennorudy kocur podniosły się ze swych miejsc i dotknęły nosami szarego boku zmarłej, następnie ustępując miejsca kolejnym i w ten sposób dopełniając pożegnalnego rytuału. Patrol opuścił obóz, a zgromadzeni rozeszli się w ciszy do swoich legowisk. Ogniste Serce uniósł się z miejsca, po czym powolnym krokiem zbliżył się do Paprociowego Futra, gdy tylko ten zakończył dzielenie języków z przywódczynią. - Mam dla ciebie zadanie, Paprociowe Futro - przemówił do wojownika ściszonym głosem. - Chcę, byś przez pewien czas pilnował Ciemnopręgiego. Jeżeli znajdzie się przynajmniej w pobliżu granicy z Klanem Cienia, chcę o tym wiedzieć. - Zrobię co w mojej mocy, Ogniste Serce - przyrzekł kocur, przyglądając się zastępcy z zaskoczeniem - ale raczej mu się to nie spodoba. - Przy odrobinie szczęścia nawet się nie zorientuje. Możesz poprosić parę kotów o pomoc, na przykład Mysie Futero i Mroźne Futerko - dodał zastępca, widząc wątpliwości pręgowanego wojownika. - Nie sądzę, by Ciemnopręgi wiedział o psach wcześniej, ale z pewnością był świadom, że Tygrysi Pazur coś planuje. - Rozumiem - westchnął Paprociowe Futro, chociaż w jego oczach wciąż znajdowała się niepewność. - Ale nie mogę tego robić na stałe. - I nie będziesz. - zapewnił płomiennorudy. - Pilnuj go, dopóki nie udowodni, gdzie znajduje się jego lojalność; nieistotne, w jaki sposób tego dokona. Złocisto-brązowy kocur przytaknął, po czym w milczeniu zniknął w legowisku wojowników. Teraz, gdy nic więcej nie zaprzątało jego umysłu, Ogniste Serce mógł nareszcie zbliżyć się do zwłok przywódczyni i pożegnać ją z należytym honorem. Jedynymi pozostałymi kotami byli teraz Okopcona Skórka, która nadal wpatrywała się w rozgwieżdżone niebo, i Biała Burza, który kucał przy Błękitnej Gwieździe z głową zwieszoną w żałobie. Zielonooki skinął popielatej medyczce, po czym zajął miejsce obok białego wojownika. Przyjrzał się uważnie zmarłej Gwieździe, szukając w niej śladów przywódczyni, którą tak kiedyś adorował. Ale jej oczy były zamknięte i już nigdy nie było im dane zapłonąć znajomym ogniem, który wymuszał respekt wśród wszystkich klanów. Jej dusza odeszła, by dzielić języki z gwieździstymi figurami i razem z nimi opiekować się swoim klanem, ale tym razem ze Srebrnej Skórki. Ogniste Serce wtulił się w potargane, miękkie futerko zmarłej i poczuł, jak ponownie zalewa go pewność i bezpieczeństwo. Przez moment mógł zapomnieć o strachu spowodowanym jej śmiercią i obowiązkami, które od teraz będzie musiał dźwigać na swych barkach. Przyjmijcie ją z honorem, pomyślał Ogniste Serce, przymykając szmaragdowe oczy. I pomóżcie mi utrzymać jej Klan bezpiecznym. Coś pchało do przodu Ogniste Serce.Z niemym protestem otworzył oczy i zobaczył Rozżarzoną Skórę stojącą nad nim. - Zasnąłeś - wyjaśniła- Ale teraz musisz wstać. Czas, żebyśmy pochowali Błękitną Gwiazdę. Ogniste Serce zachwiał się na łapach.Napiął po kolei zdrętwiałe kończyny i przesunął wysuszonym językiem po pysku.Czuł się jakby kucał przez cały księżyc.Uczucie komfortu znikło,zastąpione przez fale poczucia winy. - Czy widział nas jakiś kot? - miauknął do Rozżarzonej Skóry.Oczy medyczki zmrużyły się z sympatią- Tylko ja, nie przejmuj się, Ogniste Serce. Żaden kot nie widział cię od czasu tego co się stało wczoraj. Ogniste Serce rozejrzał się. Blade światło dnia przenikało pomiędzy drzewami. Kilka długoogoniastych, w oddaleniu od starszyzny,zbierało się,aby oddać hołd Błękitnej Gwieździe. Reszta Klanu powoli wyłaniała się z legowisk, formując dwie linie pomiędzy ciałem a wejściem do cisowego tunelu. - Żegnaj,Błękitna Gwiazdo - zamruczał Ogniste Serce.- Nigdy cię nie zapomnę. - Kolce cierpienia raniły mu serce,gdy widział czubek jej ogona,żłobiący rowek w poczerniałych liściach,leżących wciąż na ziemi po wielkim pożarze. Gdy Błękitna Gwiazda zniknęła z eskortą(która ją pogrzebała),reszta kotów zaczęła się rozpraszać.Ogniste Serce sprawdził obóz,zauważając z uznaniem,że stos świeżych zdobyczy został zaopatrzony.Musiał tylko wysłać patrol poranny;Wtedy mógł zjeść i odpocząć.Czuł się,jakby sen trwający księżyc nie wystarczyłby,by wyrzucić wyczerpanie z jego łap. - Dobrze, Ogniste Serce - miałknęła Rozżarzona Skóra- Jesteś gotowy? Ogniste Serce odwrócił się, zaskoczony: - Gotowy? - Iść do kamienia księżycowego,aby otrzymać dziewięć żyć od Klanu Gwiazd. -Końcówka ogona Rozżarzonej Skóry drgnęła - Ogniste Serce, na pewno nie zapomniałeś? Ogniste Serce potrząsnął łapami niepomyślnie.Oczywiście nie zapomniał o starożytnej ceremonii,aby zainicjować wszystkich przywódców klanów,ale w jakiś sposób nie zdawał sobie sprawy z tego,że nastąpi to od razu.Czuł się oszołomiony przez szybkość,z jaką wszystko się dzieje,nosząc go naprzód bezlitośnie jak szybkie wody wąwozu,który prawie go utopił.W gardle podniósł się strach i musiał szybko przełknąć ślinę.Żaden przywódca nie mówił o mistycznym obrządku,więc żaden inny kot,z wyjątkiem medyków,nikt nie wiedział co tam się stało i stanie.Wcześniej Ogniste Serce odwiedzał księżycowy kamień i oglądał Błękitną Gwiazdę dzielącą jezyki z Klanem Gwiazd podczas snu.To doświadczenie było wystarczająco inspirujące.Nie wyobrażał sobie,co się stanie,kiedy będzie leżeć obok świętego kamieniai dzielić sny z przodkami wojowników.W dodatku wiedział,że wysokie skały,gdzie leży księżycowy kamień w jaskini daleko pod ziemią,był podróżą w dzień,a rytuał zażądzał,aby nie jadł wcześniej,a nawet aby nie jadł ziół wzmacniających,które biorą inne koty na podróż. - Klan Gwiazd da ci siłę - zamiałczała Rozżarzona Skóra,jakby czytała jego myśli. Ogniste Serce mruknął w niejasnym porozumieniu.Rozejrzał się,dostrzegł Białą Burzę w drodze do legowiska wojowników i wezwał starszego wojownika,przesuwając ogon. - Musimy iść do wysokich skał - mruknął Ogniste Serce - Zajmiesz się obozem? Będziemy potrzebowali porannego patrolu. - Dobrze, rozumiem - obiecał Biała Burza i dodał - Klan Gwiazd idzie z tobą,Ogniste Serce. Ogniste Serce rzucił okiem po obozie, idąc za Rozżarzoną Skórą w kierunku janowcowego tunelu.(z tym janowcem sprawdzałam na guglu bo nie wiedziałam,o co chodzi)Czuł się jak na pójście na długą podróż,dalej niż kiedykolwiek podróżował wcześniej,gdzie perspektywa powrotu wyglądała wątpliwie.W pewnym sensie nigdy nie wróci,bo kot, który wróci, miałby nowe imię,nowe obowiązki i nowe relacje z Klanem Gwiazd.Kiedy odwrócił się,za jego plecami zabrzmiał trzask.Szara Pręga i Piaskowa Burza biegali przed polaną: - Chciałeś pójść bez pożegnania? - Szara Pręga parsknął, zatrzymując się.Piaskowa Burza nic nie powiedziała,ale zakręciła ogonem i przycisnęła się do boku Ognistego Serca - Jutro wrócę - zamiałknął Ogniste Serce - Słuchaj - dodał niezręcznie- wiem, że wszystko będzie teraz inne,ale nigdy nie przestanę was potrzebować- was obu.Żaden kot nie miał takich dobrych przyjaciół.Szara Pręga popatrzył mu przez ramię:- Wiemy, ty głupiutka kupo futra. - żartobliwie miałknął Zielone oczy Piaskowej Burzy błyszczały, kiedy wpatrywałą się z Ogniste Serce: - My też zawsze będziemy cię potrzebować, Ogniste Serce - miałknęła - I nie zapomnij o tym. - Ogniste Serce, chodź!- zawołała Rozżarzona Skóra,która czekała przy wejściu do janowcowego tunelu. - Do wieczora zmierzamy do Wysokich Skał i pamiętaj,że nie mogę ruszać się tak szybko, jak ty. - Idę!- Ogniste Serce i liznął jego przyjaciół,po czym pogrążył się w janowcowym tunelu za medyczką.Jego serce czuło nadzieję,kiedy do niej przylgnął i skierował się na szczyt wąwozu.On mógłby odejść z tego starego życia,ale mógł zabrać ze sobą wszystko co ważne.Słońce było na czystym,błękitnym niebie i mróz się roztopił z trawy w czasie,gdy dwa koty dotarły do Czterech Drzew,gdzie odbywały się zgromadzienia pomiędzy wszystkimi czterema klanami o każdej pełni księżyca. - Mam nadzieję, że nie spotkamy patrolu Klanu Wiatru - zauważył Ogniste Serce,przekraczając granice na wysokim,odsłoniętym wrzosowisku,pozostawiając za sobą schronienie lasu. Niedawno Błękitna Gwiazda próbowała rozpocząć atak na Klan Wiatru,oskarżając ich o kradzież łupu z Klanu Pioruna.Ogniste Serce ryzykował oskarżenia o zdradę,aby uniknąć bitwy.Chociaż Wysoka Gwiazda,przywódca Klanu Wiatru,przygotował się do pokoju,Ogniste Serce mógł sobie wyobrazić,że koty Klanu Wiartu mogą wciąż ponieść urazę. - Mogą próbować - stwierdził Ogniste Serce:- Wolałbym ich całkowicie unikać. Miał nadzieję, że on i Rozżarzona Skóra dotrą do grzbietu wrzosowiska,ale nagle zobaczyli patrol Klanu Wichru, przebijających się przez wrzosowisko kilka długości lisa poniżej.Byli pod wiatr, więc Ogniste Serce nie wykrył ich zapachu jako ostrzeżenia.Lider patrolu podniósł głowę,a Ogniste Serce rozpoznał wojownika - Rozdarte Ucho.Jego serce "zaczeło się topić",gdy zobaczył również, jego starego wroga Błotnistego Pazura i ucznia,którego Ogniste Serce nie znał.On i Rozżarzona Skóra czekali,aż koty z Klanu Wiatru przebiegną przez nich ku górze;Nie było sensu ich unikać.Błotnisty Pazur zagryzł wargę z wściekłością, gdy zatrzymuje się przed Ognistym Sercem - Świetnie, Ogniste Serce, Rozżarzona Skóro - miałknął - Jesteśmy w drodze do Wysokich Skał - odrzekła Rozżarzona Skóra i zrobiła krok naprzód. Ogniste Serce poczuł dumę,gdy zobaczył szcunkowe skinienie głową,które wojownik dał medyczce. - Mam nadzieję, że nie ma złych wiadomości - spytał Rozdarte Ucho;Koty zwykle nie podróżowały do Wysokich Skał,chyba że kryzys w ich klanach rządał komunikacji z Klanem Gwiazd. - Są złe - ciągnęła cicho Rozżarzona Skóra:-Wczoraj zmarła Błękitna Gwiazda Wszystkie trzy koty Klanu Wiatru pokłoniły głowy;Nawet Błotnisty Pazur wyglądał poważnie. - Była wspaniałą i szlachetną kotką - miałknął Rozdarte Ucho:- Każdy klan będzie honorował jej pamięć. Ponownie podniósł głowę i zwrócił się do Ognistego Serca z ciekawości i szacunkiem z oczach. - Więc będziesz przywódcą Klanu? - zapytał - Tak - przyznał Ogniste Serce- Mam zamiar otrzymać moje dziewięc żyć od klanu gwiazd. Rozdarte Ucho pokiwał głową,a jego spojżenie powędrowało powoli przez płomienną skórę wojownika. - Jesteś młody - skomentował:- Ale coś mi mówi że będziesz świetnym przywódcą. -Dz-dzękuję ci- wyjąkał Ogniste Serce zaskoczony. Rozżażona Skóra uratowała go odpowiedzią - Nie wolno nam zostawać - mruknęła - Droga do Wysokich Skał jest długa. - Oczywiście - Rozdarte Ucho cofnął się - Opowiemy Wysokiej Gwieździe o tych wiadomościach.Niech Klan Gwiazd będzie z tobą! - zawołał do dwóch kotów z Klanu Pioruna. Na skraju wzgórz zatrzymali sięi spojrzeli w dół na zupełnie inny krajobraz.Zamiast nagich stoków rozbitych przez skały i wrzosy wrzosowiska,Ogniste Serce zobaczył domy dwunożnych wśród pól i żywopłotów.Z daleka od drogi grzmotu wycięto po ziemi pasmo,a poza tym zniszczone wzgórza podnosiły się,ich strome zbocza wyglądały szaro i groźnie.Ogniste Serce przełknął ślinę;Zobaczył opustoszały region, do którego zmierzał z Rozżarzoną Skórą.Uświadomił sobie, że Rozżarzona Skóra patrzy na niego ze zrozumieniem w jej niebieskich oczach. - Wszystko jest inne - wyznał Ogniste Serce- Widziałaś te koty z Klanu Wiatru. Nawet nie traktują mnie w ten sam sposób. Wiedział, że nigdy nie może powiedzieć tych rzeczy nikomu poza medyczką.Nawet Piaskowej Burzy. - To tak, jakby każdy kot spodziewał się że jestem szlachetny i mądry.- Ale nie jestem. Będę popełniał błędy, tak jak wcześniej. Rozżarzona Skóro, nie jestem pewny czy mogę to zrobić. - Mysi móżdżek- Ogniste Serce był w szoku i pocieszył się nutą dokuczliwości w jej głosie. -Kiedy popełniasz błędy, nie, jeśli... Ogniste Serce..., kiedy opowiem ci o nich,uwierz mi.- I dodała bardziej poważnie- A ja będę twoją przyjaciółką, bez względu na to. Żaden kot, który kiedykolwiek żył, był doskonały przez cały czas. Błękitna Gwiazda nie była! Sztuką jest uczenie się od swoich błędów i odwagi, aby być wiernym sercu.- Odwróciła głowę i wylizała się za uchem: Będzie dobrze, Ogniste Serce. Chodźmy. Ogniste Serce pozwolił poprowadzić jej w dół zbocza przez farmę dwunożnych.Dwa koty wybrały drogę przez lepką ziemię zaoranego pola i przeszli przez domy dwunożnych, gdzie Jęcznień żył wraz z Kruczą Łapą.Ogniste Serce oglądał się szukając ich, ale nie było ich widać.Żałował, że ich nie zobaczy.On i Krucza Łapa byli dobrymi przyjaciółmi w Klanie Pioruna, gdzie uczył się na wojownika wraz z Ognistym Sercem.Szekanie psa z daleka podsyciło futro Ognistego Serca,gdy wspomniał o przerażeniu,gdy był ścigany przez sforę.Trzymając się w cieniu żywopłotów,w końcu dotarli do drogi grzmotu i przykucneli obok,ich futra nastroszyły się przez wiatr pochodzący od potworów,przebiegających obok nich.Silny zapach ich smrodu stłumił ogień Ognistego Serca.Jego nos i gardło i oczy "cierpiały" przez ten zapach.Rozżarzona Skóra schyliła się obok niego,czekając na przestrzeń między potworami,tak aby mogli przekroczyć drogę grzmotu.Ogniste Serce czuł się nieswojo przez Rozżarzoną Skórę.Jej noga była trwale okaleczona podczas wypadku na skrajudrogi grzmotu, kiedy była jego uczennicą;Stare obrażenie spowolniło jej chód. - Pójdziemy razem - mruknął czując, znajomą winę, że nie zapobiegł jej wypadkowi - Kiedy będziesz gotowa.Rozżarzona Skóra przytaknęła lekko. Ogniste Serce domyślił się, że się boi,ale nie przyznała się do tego.Chwilę później jak błyskawica popędził potwór z przemknął obok.Miałkęła: - Teraz! - i szybko wybiegła na twardą, czarną powierzchnię.Ogniste Serce skoczył obok jej boku,zmuszając się, aby nie zostawić jej za sobą,mimo że jego serce uderzało jak młotek i instynkt mówił mu,aby jak najszybciej przebiec przez nią.Usłyszał ryk i potwora w oddali, ale zanim on dotarł,on i medyczka byli bezpieczni w żywopłocie po drugiej stronie drogi.Medyczka westchnęła - Dzięki Klanowi Gwiazd to koniec! Ogniste Serce mruknął porozumiewająco,choć wiedział, że muszą stawić czoła jeszcze powrotnej podróży.Już słońce przesuwało się na zachód.Ziemia po tej stronie Drogi Grzmotu była mniej znajoma Ognistemu Sercu,a każdy zmysł był czujny na niebezpieczeństwo,kiedy zaczeli śię wspinać w kierunku Wysokich Skał.Ale to co mógł słyszeć to było łykanie w skąpej trawce.Kuszący zapach zalał mu usta i żałował,że nie jest dozwolone zatrzymanie się i zapolowanie.Gdy Ogniste Serce i Rozżarzona Skóra dotarli do ostatniego zbocza,słońce schowało się za szczytem.Wieczorne cienie wydłużyły się,Ogniste Serce mógł wyjść z placu w otwór pod nawisem kamienia.- Dotarliśmy do Ust Matki- mruknęła Rozżarzona Skóra- Poczekajmy chwilę. Ona i Ogniste Serce położyli się na płaskiej skale, podczas gdy ostatnie światło padło z nieba.Zaczeły polawiać się gwiazdy Srebrnej Skóry.Księzyc zalał cały krajobraz zimnym, mroczynym światłem. - Nadszedł czas - mruknęła Rozżarzona SkóraWszystkie jego przeczucia znowu powróciły do gnistego Serca i początkowo sądził,że jego łapy nie zaniosą go na miejsce.Ale wstał i ruszył naprzód,ostre kamienie wchodziły w jego poduszki,aż stanął pod spodem sklepienia znenago jako Usta Matki.Czarny tunel zionął ciemnością.Ogniste Serce wiedział z jego poprzedniej wizyty,że nie ma sensu podnosić oczu,by zobaczyć, co jest dalej;Czerń była nieprzerwana aż do jaskini,gdzie leżał kamień księżycowy.Kiedy zawachałsię Rozżarzona Skóra podeszła pewnie: - Podążaj za moim zapachem- powiedziała do niego- Poprowadzę się do kamienia księżycowego. Odtąd aż do rytuału nikt z nas nie może mówić. - Ale nie wiem, co mam robić - zaprotestował Ogniste Serce - Kiedy dotrzemy do kamienia księżycowego,musisz położyć się i przycisnąć nos do skały - jej niebieskie oczy błyszczały jak światło księżyca - Klan Gwiazdy pośle cię do snu, abyś mógł się z nimi spotkać we śnie. Był cały las pytań,które Ogniste Serce chciał się jej zapytać, ale nikt nie odpowiedziałby na pytania,które pomogłyby mu przezwyciężyć niepokojący lęk, jaki czuł.Pochylił głowę i poszedł za Rozżarzoną Skórą gdy weszłą w ciemność.Tunel opadał stale do dołu,a Ogniste Serce wkrótce stracił poczucie kierunku,gdy obrócił się do tyłu.Czasami ściny bły tak blisko siebie,że jego futro i wąsy ocierały się bokami.Jego serce gwałtownie zachuczało dziko i otworzył usta, aby wywąchać pocieszający zapach Rozżarzonej Skóry,przerażony na myśl, że może ją stracić.Wreszcie zdał sobie sprawę,że zobaczył uchy Rozżarzonej Skóry poprzez słabe światło.Zaczęły dobiegać do niego inne zapachy,a jego wąsy drgały w strumieniu zimnego, świerzego powietrza.Bicie serca później zobaczył po zakręcie słabe światło.Ogniste Serce zwęził wzrok, kiedy wślizgnął się do przodu,czują że tunel otworzył się w jaskinię. Wysoko nad jego głową, dziura w dachu pokazywała nocne niebo.W świetle księżyca świecił kamień księżycowy,będący na środku jaskini.Ogniste Serce wziął ostry oddech.Resztasięniemieści-nextpost. Dernière modification le 1494345240000 |
| « Citoyen » 1494336720000
| 1 | ||
| Widział wcześniej kamień księżycowy,ale zapomniał jakie to zaskakujące.Jest wysoki na około trzy długości ogona,zwężając się ku wierzchołkowi,odbijało światło księżyca w swym olśniewającym krysztale,jakby gwiazda upadła na ziemię. Białe światło rozjaśniło całą jaskinię,zmieniając szare futro Rozżarzonej Skóry na srebrne.Odwróciła się do Ognistego Serca i zasygnalizowała mu ogonem,aby zajął miejsce przy kamieniu księżycowym.Nie mógł mówić,nawet jeśli mógłby pomyśleć o czymkolwiek do powiedzienia,Ogniste Serce był posłuszny.Leżał przed nim kamień,osadził głowę na łapach,tak że jego nos dotykał gładkiej powierzchni.Zimno było szokiem,więc prawie się cofnął i przez chwilę zmrużył oczy przedblaskiem gwiazd, które błyskały w głębi kamienia.Potem zamknął oczy i czekał,aż Klan Gwiazd pośle go do snu. Wszystko było pokryte ciemnością i mrozem. Ogniste Serce nigdy nie czuł na sobie chłodu. Czuł się jakby każda odrobina ciepła i życia były wysysane z jego ciała. Jego nogi zaczęły drżeć gdy spotkały je bolesne skurcze. Wyobraził sobie, że jest jak lód i jeżeli by się poruszył, rozleciałby się na kawałki. Żaden sen nie przyszedł. Nie słyszał ani nie widział nigdzie Klanu Gwiazdy. Tylko ciemność i chłód. "Coś musi być nie tak." Ogniste Serce pomyślał, powoli panikując. Odważył się lekko otworzyć oczy. Nagle rozwarły się szerzej z szoku. Zamiast Kamienia Księżycowego w jaskini głęboko pod ziemią, ujrzał krótką trawę rozciągającą się poza horyzont. Zapachy nocy go opanowały, wraz z wonią zielonych roślin pokrytych rosą. Ciepły wiaterek lekko potargał jego futro. Wygramoląc się do pozycji siedzącej, Ogniste Serce zauważył, że jest w dziurze w Czterech Drzewach(Fourtrees), blisko szczytu Potężnego Głazu(The Great Rock). Ogromne dąby pełne zielonych liści stały nad nim, a Silverpelt gwieździło się na niebie. "Jak tutaj się znalazłem?" rozmyślał. "Czy to ten sen o którym powiedziała mi Rozżarzona Skóra?" Spojrzał w niebo. Nigdy nie widział go takiego czystego. Silverpelt wyglądało jakby było bliżej niż zawsze. Gdy Ogniste Serce się na nie patrzył, zauważył coś, co zmroziło jego krew w żyłach. "Gwiazdy się ruszają." Kręciły się w jego nie wierzących oczach i zaczęły lecieć w dół, do lasu, w stronę Czterech Drzew, w jego kierunku. Ogniste Serce czekał, a jego serce grzmiało w jego klatce piersiowej. Koty Klanu Gwiazdy zakradły się do niego z nieba. Ich oczy i łapy lekko się świeciły, a skóra była niczym biały ogień. Niosły zapach lodu, ognia i dzikich miejsc nocy. Ogniste Serce kucał przed nimi. Bał się dalej na ich patrzeć, ale nie odważył się odwrócić wzroku. Chciał zapamiętać ten moment na każdym włosku jego sierści, żeby był jego. Po czasie, który trwał jakby mnóstwo sezonów, albo jedno bicie serca, wszystkie koty Klanu Gwiazdy zeszły na ziemię. Ogniste Serce był otoczony ich połyskującymi się oczami i futrem. Zauważył po chwili, że te będące najbliżej niego wyglądały dziwnie znajomo. "Błękitna Gwiazda!" Szczęście przebiło jego serce. "I Żółty kieł!" Nagle poczuł dobrze znaną, słodką woń i obrócił swoją głowę aby zobaczyć szylkretowaną sierść i łagodny pysk, o którym ostatnio tak często śnił "Nakrapiany Liściu, oh Nakrapiany Liściu!" Jego ukochany medyk do niego wrócił. Ogniste Serce chciał wyskoczyć w powietrze i zawyć ze szczęścia, ale groza trzymała go cicho. -Witaj, Ogniste Serce-dźwięk brzmiał jak głosy wszystkich znanych mu kotów, ale wydawało się, że należał do jednego.-Czy jesteś gotowy przyjąć swoje dziewięć żyć? Ogniste Serce rozglądnął się, ale nie zauważył tego, kto do niego mówił. -Tak-powstrzymał swój głos od trzęsienia się-jestem gotowy. Złoty tabby wstał i zaczął kierować się w jego stronę. Jego głowa i ogon uniesione wysoko. Ogniste Serce rozpoznał Lwie Serce, który był zastępcą Niebieskiej Gwiazdy za czasów gdy on sam był uczniem. Niestety zginął niedługo później w bitwie z Klanem Cienia. Już wtedy był starym kotem, ale jak Ogniste Serce teraz na niego patrzył, widział go jako młodego i silnego. Jego futro błyszczyło się niczym ogień. -Lwie Serce!-zaparł dech ze zdziwienia-Czy to naprawdę ty? Nie odpowiedział. Gdy był wystarczająco blisko, stanął i dotknął nosem czoło Ognistego Serca. Miejsce to parzyło go i mroziło jednocześnie. Chciał się odsunąć, ale nie mógł się poruszyć. -Z tym życiem daję ci odwagę.-Lwie Serce mruknął.-Używaj jej rozsądnie do obrony swojego klanu. Nagle, niczym piorun, Ogniste Serce przeszyła ogromna ilość energii. Jego futro zjerzyło się, a zmysły zamglił ogłuszający ryk. Zrobiło mu się ciemno przed oczami, a jego umysł wypełnił chaotyczny wir walk, polowań, uczucia pazurów przejeżdżających po futrze i zębów czujących mięso zwierzyny. Ból odpłynął, zostawiając Ogniste Serce osłabionego i trzęsącego się. Ciemność zniknęła i znalazł się ponownie na łące. Jeżeli było to jego pierwsze zdobyte życie, to zostało mu jeszcze osiem. "Jak ja temu dam radę?" pomyślał przerażony. Lwie Serce już odchodził, idąc do swojego miejsca w Klanie Gwiazdy. Kolejny kot zaczął iść w jego stronę. Na początku Ogniste Serce go nie rozpoznał, ale wtedy ujrzał nakrapiany grzbiet i futrzasty czerwony ogon. Zrozumiał, że musiał to być Czerwony Ogon(kurde, sam bym się nie domyślił). Nigdy go nie poznał, bo został zamordowany przez Tygrysią Gwiazdę w pierwszy dzień gdy Ogniste Serce przyszedł do lasu jako pieszczoch. Udało mu się jednak odkryć prawdę o jego śmierci i użył jej do ukazania zdrady Tygrysiej Gwiazdy. Jak Lwie Serce, Czerwony Ogon przystawił swój nos do głowy Ognistego Serca. -Z tym życiem daję ci sprawiedliwość-miałknął-Używaj jej rozsądnie aby ocenić postępowania innych. Raz kolejny przez Ogniste Serce przeszedł bolesny skurcz. Musiał zacisnąć zęby, żeby powstzymać się od zawycia. Gdy ból minął, sapał jakby przebiegł całą drogę do obozu. Zauważył, że Czerwony Ogon go obserwuje. -Dziękuję-dawny zastępca mruknął uroczyście- Ukazałeś prawdę gdy nikt inny nie mógł. Ogniste Serce tylko skinął w zrozumieniu, a Czerwony Ogon zawrócił się, żeby usiąść obok Lwiego Serca. Trzeci kot ruszył w jego stronę. Ognistemu Sercu szczęka opadła, gdy rozpoznał szaro-burą kotkę o świecącym się futrze. To była pierwsza miłość Szarej Pręgi, Srebrny Potok(Silverstream), królowa z Klanu Rzeki, która zmarła podczas porodu. -Z tym życiem daję ci lojalność do tego, co jest prawidłowe-miałknęła. Ogniste Serce zastanowił się, czy odnosiła się do tego, że pomógł Szarej Prędze ujrzeć swoją miłość, ufając sile ich przyjaźni, nawet jeżeli było to przeciwko zasadom.-Używaj go rozsądnie, żeby prowadzić swoim klanem w ciężkich czasach. Ogniste Serce przygotował się na kolejny zastrzyk bólu, ale tym razem był on słabszy. Był świadomy ciepłego światła miłości i zrozumiał, że to to co Srebrny Potok wyróżniła w tym życiu-miłość do jej klanu, do Szarej Pręgi i do swoich kociąt. -Srebrny Potoku!-zaszeptał jak szara kocica już się odwracała-Nie idź jeszcze, czy masz jakąś wiadomość dla Szarej Pręgi? Ale Srebrny Potok już nic nie powiedziała, tylko rzuciła okiem przez swoje ramię, a jej oczy wypełnione były miłością i smutkiem, które wyraziły więcej niż słowa. Zamknął oczy, żeby przygotować się na dostanie kolejnego życia. Gdy je otwarzył, czwarty kot szedł już w jego stronę. Tym razem był to Bięgnący Wiatr, który zginął w walce z Tygrysią Gwiazdą przy Drodze Gromu. -Z tym życiem daję ci nieskończoną energię-mruknął jak dotkął czoła Ognistego Serca-Używaj jej rozsądnie, żeby spełniać swoje obowiązki jako lider. Jak życie tylko przez niego przepłynęło, Ogniste Serce czuł się jakby biegł przez las, jego łapy uderzające w ziemię, a jego futro przygłaskane przez wiatr. Znał podekscytowanie polowania i szczęście szybkości, i miał uczucie jakby mógł przegonić przeciwnika. Biegnący Wiatr wrócił na swoje miejsce, a następny kot już szedł. Gdy ujrzał on kotkę, jego serce przeskoczyło o jedno uderzenie. Była to Brązowy Pysk, która została brutalnie zamordowana przez Tygrysią Gwiazdę, który chciał żeby paczka psów poczuła krwii kotów. -Z tym życiem daję ci ochronę-powiedziała mu- używaj jej rozsądnie, żeby zadbać o swój klan jak matka o swoje kocięta. Ogniste Serce myślał, że to życie będzie delikatne tak jak Srebrnego Potoku, ale pomylił się gdy nagły impuls dzikości go przeszył. Czuł jakby Klan Tygrysa i Klan Lwa pulsowały przez niego, wyzywając go do skrzywdzenia słabszego, niczym cienie bez twarzy, które chowały się pod jego łapami. Zszokowany i trzęsący, Ogniste Serce poczuł pragnienie matki, która chce ochronić swoje kocięta, wtedy rozumiał jak Brązowy Pysk wszystkie je kochała, nawet Chmurzystego Ogona, który nie był jej. "Muszę mu powiedzieć" Ogniste Serce pomyślał jak furia zanikła. Chwilę potem przypomniał sobie, że nie mógł żadnemu kotu powiedzieć czegokolwiek o rytuale. Brązowy Pysk zawróciła, żeby usiąść obok innych kotów Klanu Gwiazdy, a następny już szedł w jego stronę. Wina przeszyła Ogniste Serce, to był Szybka Łapa. Gdy Błękitna Gwiazda odmówiła mu stania się wojownikiem, zdesperowany żeby pokazać co umie, Szybka Łapa wykradł się z obozu aby znaleźć to, co żerowało na kotach w lesie. Paczka psów zabiła go, a Ogniste Serce wiedział, że będzie się obwiniać za nie przekonanie Błękitnej Gwiazdy aby zmieniła zdanie. Ale Szybka Łapa nie pokazywał już żadnych oznak gniewu. Jego oczy świeciły się od mądrości przekraczającej poza jego wiek jak musnął swoim nosem głowę Ognistego Serca. -Z tym życiem daję ci mentorowanie. Używaj go rozsądnie aby trenować młode koty twojego klanu. Życie, które dał mu Szybka Łapa było uderzeniem boleści tak mocnym, że myślał że jego serce się zatrzyma. Zakończyło się wstrząsem czystego terroru i czerwonym błysknięciem krwii. Ogniste Serce wiedział już, co Szybka Łapa doświadczył w swoich ostatnich chwilach. Gdy tylko ból zanikł, Ogniste Serce nie miał pojęcia jak da radę przeżyć kolejnych oczekujących trzech żyć. Jego siły powoli się kończyły. Kolejna była Żółty Kieł. Stara medyczka była uparta i niezależna, a zarazem odważna. Zawsze zadziwiało i frustrowało go jej zachowanie. Pamiętał jak widział ją po raz ostatni, umierającą w swoim legowisku po pożarze. Nie była wtedy pewna czy Klan Gwiazdy ją przyjmie po zabiciu swojego własnego syna, Złamanego Ogona, żeby zakończyć jego rządzę krwi. Teraz blask humoru był z powrotem w jej oczach jak tylk dotknęła nosem Ogniste Serce. -Z tym życiem daję ci współczucie. Używaj go rozsądnie na starszyźnie swojego klanu, na chorych, i wszystkich słabszych od siebie. Tym razem Ogniste Serce zamknął oczy i chciwie wchłonął to życie aby mieć całą jej odwagę i lojalność do swojego klanu, w którym nie była od urodzenia. Poczuł jej humor, cięty język, serdeczność i sens honoru. Poczuł się wobec niej bliższy niż kiedykolwiek. -Oh, Żółty Kle, tęskniłem za tobą. Medyczka już od niego odchodziła. Kocica miała lekki chód, gwiazdy z jej futra minimalnie się błyskotały. Nakrapiany Liść(Spottedleaf), piękna szylkretowana kocica, pierwsza miłość Ognistego Serca. Przychodziła do jego snów, ale nigdy nie widział jej tak czysto jak za czasów gdy żyła. Wciągnął jej słodki zapach jak nad nim się pochyliła. To był jeden z wielu kotów, z którym chciał porozmawiać, bo czas, który spędzili razem, był za krótki. -Nakrapiany Liściu... -Z tym życiem daję ci miłość. Używaj jej rozsądnie wobec swoich kotów z klanu. Szczególnie Piaskowej Burzy. Nie było żadnego bólu w tym życiu, któro w niego wsiąkło. Trzymało ono ciepło słońca, któro żądliło go po łapach. To była czysta miłość, ta sama którą czuł gdy był jeszcze małym kocięciem i tulił się ze swoją matką. Spojrzał na Nakrapiany Liść z zadowolenie jakiego nigdy nie poznał. Wydało mu się, że zauważył błysk dumy jak tylko wracała na swoje miejsce, a sam poczuł rozczarowanie, że nie została z nim aby porozmawiać. Na końcu nadeszła kolej Błękitnej Gwiazdy. Nie była tą samą kocicą, którą stres wywołany przez obowiązki klanu wykończył. To była ta Błękitna Gwiazda, silna i mocna, szła w jego kierunku niczym lew. Ogniste Serce był jakby oślepiony przez otączające ją światło gwiazd ale zmusił się spotkać jej wzrok. -Witaj, Ogniste Serce, mój uczniu, wojowniku i zastępco-przywitała go-Zawsze wiedziałam, że kiedyś się staniesz wspaniałym liderem. Ogniste Serce lekko pochylił swoją głowę, a Błękitna Gwiazda dotknęła jej nosem i kontynuowała: -Z tym życiem daję ci szlachetność, pewność i wiarę. Używaj ich rozsądnie aby prowadzić swój klan wedle Klanu Gwiazdy i kodeksu wojownika. Ciepło życia Nakrapianego Liścia uśpił Ogniste Serce i był nieprzygotowany na agonię która nim wstrząsneła, jak przyjął życie Błękitnej Gwiazdy. Poczuł zawziętość jej ambicji, boleść, którą czuła gdy oddała swoje kocięta, okrucieństwo bitwy po bitwie w słudze Klanu Gwiazdy. Udało mu się też poczuć terror jak straciła ufać Klanu Gwiazdy. Napływ mocy był coraz mocniejszy i mocniejszy, aż Ogniste Serce myślał że jego ciało tego nie wytrzyma i zawyje z bólu lub nawet zginie, lecz wtedy wszystko skończyło się i ból zamienił się w szczęście. Długie westchnięcie przeszło przez wszystkie koty na łące. Wszyscy wojownicy Klanu Gwiazd wstali. Błękitna Gwiazda stała na środku i wskazała ogonem Ognistemu Sercu, żeby również wstał. Posłuchał się jej i podniósł się, a czuł jakby pełność życia miałaby z niego wypłynąć jakby tylko wstał. Jego ciało było wyczerpane i czuł się, jakby walczył podczas najtrudniejszej jego bitwy. -Obwołuję cię nowym imieniem, Ognista Gwiazda-ogłosiła-Twoje stare życie zostaje zapomniane. Otrzymałeś swoje dziewięć żyć lidera i Klan Gwiazdy gwarantuje ci opiekę nad Klanem Pioruna. Broń go, opiekuj się młodymi i starymi, czcij poległych i kodeks wojownika, przeżyj każde życie z dumą i godnością. -Ognista Gwiazda! Ognista Gwiazda!-tak jak koty klanów obwoływać nowe imię wojownika, koty Klanu Gwiazdy to samo robiły z jego imieniem-Ognista Gwiazda! Ognista Gwiazda! Nagle wołanie skończyło się z syknięciem. Ognista Gwiazda napiął się, wiedząc, że coś jest nie tak. Błękitna Gwiazda była skupiona na czymś za nim. Odwrócił się i zawył ze strachu. Masywna góra kości pojawiła się na drugim końcu polany. Świeciła się nienaturalnym światłem, więc Ognista Gwiazda widział każdą kość, i kotów i zdobyczy, wszystkich zmieszanych ze sobą. Gorący wiatr zawiał i poczuł smród padliny, nawet jeżeli kości były białe i czyste. Ognista Gwiazda patrzył wokół siebie, szukając pomocy lub odpowiedzi od innych kotów. Łąka była ciemna. Koty Klanu Gwiazdy zniknęły, zostawiając go sam na sam z górą kości. Jak poczuł że panika w nim wzrasta, wyczuł postać Błękitnej Gwiazdy obok siebie. Nie widział jej, ale ją czuł. -Coś okropnego nadchodzi, Ognista Gwiazdo. Cztery staną się dwoma. Lew i tygrys spotkają się w bitwie, a krew będzie rządzić lasem. Jej zapach i ciepło futra zniknęło jak skończyła mówić. -Czekaj!- Ognista Gwiazda zawył za nią-Nie zostawiaj mnie! Powiedz mi co to oznacza! Ale nie było żadnej odpowiedzi lub wytłumaczenia przepowiedni. Zamiast tego, czerwone światło znad góry kości zaświeciło mocniej. Ognista Gwiazda patrzył w przerażeniu. Spomiędzy kości zaczęła wypływać krew, która potem zamieniła się w rzekę, płynącą w jego kierunku. Uderzyła o niego i przykleiła się do jego łap. Chwilę później wokół niego była tylko ona, bulgocząca i śmierdząca śmiercią. -Nie!- Ognista Gwiazda zawył, lecz nie dostał odpowiedzi od lasu, tylko stały szept krwii, której poziom się podwyższał. Ognista Gwiazda wstrząsnął się z przerażenia. Leżał w grocie pod wysokimy skałami, naciskał nosem kamień księżycowy. Wał świetlny księżyca zniknął, a tylko słabe światło gwiazd oświetlało grotę. Ale nie było żadnej ulgi przy przebudzeniu, gdyż smrud krwi wciąż był wokół niego, a jego futro było ciepłe i lepkie. Serce jego gwałtownie stukało, Ognista Gwiazda zakołysał się na łapach. W jaskini mógł zobaczyć Rozżażoną Skórę. Również się podniosła i zasygnalizowała mu ogonem. Ognista Gwiazda chciał powiedzieć jej o tym co widział, ale przypomniał sobie o tym co mu mówiła, aby nie mówił przed wyjściem z Ust Matki. Po chwili poślizgnął się i popchnął medyczkę. Kiedy natknął się na świeże powietrze, śledząc swój zapach wzdłuż ciemnego przejścia. Pochód wydawał się dwa razy dłuższy niż przedtem. Ognista Gwiazda był przerażony myślą o pogrzebaniu żywcem. Powietrze było zbyt ciężkie, aby móc oddychać, a jego panika się rozrastała przez nieprzerwaną czerrń tunelu i zaczął sobie wyobrażać, że zostanie uwięziony za zawsze we krwi i ciemności. Ujżał blady zarys wejścia do tunelu i nocne powietrze, gdzie księżyc tonął za chmurami. Ognista Gwiazda położył pazury na ziemi, podczas gdy przez jego ciało przeszedł dreszcz przez jego ciało, od czubka nosa do końca ogona. Kilka chwil później Rozżażona Skóra wyłoniłą się za nim i nacisnęła na jego bok, by zdołał zacząć kontrolować swoje drżenie, a także aby jego oddech stał się stabilny. - Co się stało? - zapytała cicho - Nie wiesz? Rozżarzona Skóra potrząsnęła głową. - Wiem, że rytuał został przerwany - wspominał o tym zapach krwi. Ale nie wiem dlaczego. Spojżała mu głęboko w oczy. Jej własne płonęły z niepokojem. - Powiedz mi... czy ty otrzymałeś swoje dziewięć żyć i imię? Skinął głową, a medyczka lekko się zrelaksowała. - Reszta może poczekać, chodźmy Przez chwilę czuł się zbyt zmęczony, aby ruszać. Ale nie chciał zostawać blisko Ust Matki i wszystkich okropnych rzeczy, które widział w jaskini. Wstrząśnięty (ni wiem co to ale chyba jakoś tak?) ślad za śladem, zaczął schodzić po zboczu. Rozżarzona Skóra wychyliła się i szła teraz obok niego, czasem popychając do w kierunku łatwiejszej trasy i Ognista Gwiazda był jej wdzięczny za jej obecność. Gdy odeszli trochę od tunelu, jego nozdrza i usta wyblakły przez krew. Odczuwał, że nawet jeśli myłby się przez cały księżyc, nigdy nie pozbyłby się śladów z futra. Poczułsię mocniejszy , ale nadal był bardzo zmęczony, a gdy tylko skaliste zbocze ustąpiło miejsca trawce, upadł za krzakiem głogu. - Musimy odpocząć - mruknął Rozżarzona Skóra usiadła na trawie obok niego i przez chwilę oba koty dzieliły języki w ciszy. Częściowo chciał ją chronić przez strachem, jaki czuł - nawet jeśli potrafi wyjaśnić co oznaczało proroctwo Błękitnej Gwiazdy, czy pomogłoby innym kotom patrzeć w przyszłość z obawą, jaką teraz czuł? I po części miał nadzieję, że jeśli nigdy nie mówił do o strasznej wizji, to może się nie być prawdą. A może przekleństwo było przez jego przywództwo, że nic nie może się odwrócić? Błękitna Gwiazda, jeszcze przed śmiercią powiedziała mu że ON JEST tym ogniem, który ocali klan. Jak to mogło być prawdą, gdyby ogieńzostał zgaszony przez pływającą falę krwi, którąwłaśnie widział? Ognista Gwiazda doświadczył wcześniej propoczych snów i nauczył się je traktować poważnie. Nie mógł tego zignorować, zwłąszcza gdy nastał tak ważny moment, gdy dostał dziewięć żyć i jeg nowe imię. Rozżarzona Skóra wkroczyła w jego zamyślenie. - W porządku, jeśli nie chcesz o tym rozmawiać, wiesz. Ognista Gwiazda przygnął pyskiem do jej futra, wdzięczyny za takie ciepło. - Będę o tym myśleć. W tej chwili... jest za blisko tego wspomnienia, Rozżarzona Skóro, nigdy nie powiedziałem żadnemu kotu o tym, ale moje snu mówią czasem o przyszłości. Uszu Rozżarzonej Skóry drgnęły zaskoczone. - To niezwykłe. Wśród liderów klanów i medyków to normalne, ale nigdy nie słyszałam o zwykłych wojownikach mających prorocze sny. Jak długo to trwało? - Ponieważ byłem kociakiem domowym. - przyznał Ognista Gwiazda, przypominając sobie marzenie o polowaniu na mysz, która miała poprowadzić go do lasu. - Ale ja... nie wiem, czy sny te przyszły od klanu Gwiazd. Czy oni mogli go pilnować już wtedy? Oczy kotki były zamyślone. - W kończu wszystkie sny pochodzą od klanu Gwiazd - mruknęła - Tylko czy one zawsze się spełniają? - Tak. - odpowiedział Ognista Gwiazda. - Ale nie zawszę ich oczekuję. Niektóre są łatwiejsze do zrozumienia niż inne. - W takim razie pamiętaj o tym, kiedy starasz się zrozumieć ten ostatni proroczy sen. - liznęłą go pocieszająco. - Pamiętaj, nie jesteś sam. Teraz jesteś przywódcą, a klan Gwiazd dzieli z tobą wiele rzeczy. Ale jestem tu, aby pomóc ci interpretować znaki. Powiedz mi tylko gdy będziesz tego potrzebować. Choć był jej wdzięczny, jej słowa schładzały go. Jego nowy związek z klanem Gwiazd prowadził go na nowe ścieżki, niekoniecznie takie które chciałby. Przez kilka uderzeń serca chciał znów być wojownikiem, polować z Szarą Pręgą, dzielić języki z Piaskową Burzą. - Dziękuję Rozżarzona Skóro. Obiecuję, że będę rozmawiać z tobą, gdy tylko poczuję potrzebę. Mimo że myślał o tym, co powiedziałgłęboko zastanawiał się, jaka będzie mu pomocna. Nie potrafił poczuć, że to jest coś, z czym będzie musiał sam się zmierzyć. Oddał długie westchnienie. - Chodźmy dalej Bardzo chciał wrócić do domu, ale jego starania nie powiodły się. Odkąd odkrył sworę i serce które zatrzmywało się w lesie, aby przeprowadzić ją do wąwozu, jadł mało i ledwie spał.. Długa podróż do wysokich skał i agonii otrzymania dziewięciu żyć, teraz straszna wizja, wzięła wszystkie jego siły. Jego kroku były coraz wolniejsze i coraz bardziej niepewne. Przechodzili koło farmy Jęczmienia, gdy kotka szarpnęłą do w ramię. - Wystarczy Ognista Gwiazdo, jako twoja medyczka mówię ci, że musisz odpocząć. Zobaczymy czy Krucza Łapa i Jęczmień są w domu. - Dobry pomysł. Poczuł ulgę, gdy pomyślał, że może uda mu się spróboać zasnąć. Ostrożnie dwa koty zbliżyły się do stodoły dwunożnego. Ognista Gwiazda obawiał się, że psy mogą być nie przywiązane, ale ich zapach był słąby i daleki. Znacznie silniejszy był zapach kotów i gdy się zbliżyli Firestar dostrzegł czarno-białego umięśnionego kota, przeciskającego się przez szczelinę w drzwiach. -Jęczmień! - miałknął w powitaniu. Dobrze cię widzieć. Znasz Rozżarzoną Skórę, naszą medyczkę? - Dobrze cię widzieć, Ogniste Serce. - Ognista Gwiazdo - poprawiła go Cinderpelt. - Teraz jest przywódcą klanu. Oczy jęczmienia rozszerzyły się z zaskoczenia. Gratulacje! Ale oznacza to, że Błękitna Gwiazda musi być martwa.Przepraszam. - Zginęła chroniąc klan - powiedział Ognista Gwiazda. -Widzę, że jest opowieść... Jęczmień miałknął, zwracając się do stodoły którą Krucza Łapa chce usłyszeć. Wchodźcie. Wewnątrz stodoły było ciepłe i ciemne, pełne zapachu siana i myszy. Ognista Gwiazda słuchał szeleszczącego hałasu i przypomniał sobie o głodzie. - Miękkie miejsce do spania, wszystkie łupy można zjeść - zaznaczył, starając się zobaczyć głód Ognistej Gwiazdy - Lepiej nie mów klanowy Pioruna, bo wszyscy będą chcieli zostać samotnikami. - zaśmiał się Jęczmień - Krucza Łapo! Przyjdź i zobacz kto tu jest! Ciemny kształt zerwał się z pobliskiego stogu siana z przyjemnym mruczeniam. Jako uczeń, Krucza Łapa był jedynym który wiedział prawdę o śmierci Rudego Ogona - został zamordowany przez mentora Kruczej Łapy- Tygrysią Gwiazdę. Kiedy próbował zabić również swojego ucznia, aby teu zapobiec Ognista Gwiazda znalazł dla niego nowy dom. Życie samotnika pasowało Kruczej Łapie, bardziej niż wojownika, ale nigdy nie zapomniał, że urodził się w klanie i pozostawał lojalny przyjacielowi z byłego klanu. - Więc Błękitna Gwiazda nie żyje... - mruknął. Jego oczy zaschły z żalem - Nigdy jej nie zapomnę. Ognista Gwiazda wyczuwał, przywitanie przestraszonego, młodego ucznia, kótry przyszedł do niego wiele księzyców temu. Wyprostowawszy się, Krucza Łapa błysnął czarno-białemu kotu wdzięczne spojżenie - Więc jesteś teraz przywódną klanu? - Tak -kontynuował Ognista Gwiazda - Klan Gwiazd dokonał dobrego wyboru. Chciałbyś zapolować? - Byłoby świetnie. - odparła Rozżarzona Skóra i mruknęła do Ognistej Gwiazdy - Mam ci coś złapać? Pomimo wyczermania, Ognista Gwiazda potrząsnął głową. Dobry przywódca, umie złapać własną zdobycz! Stanął czujnie, słuchając kucnął do pozycji myśliwej i kiedy usłyszał miękkie łykanie w sianie. Wskazując mysz słuchem, skoczył i zabił stworzenie szybkim przekłuciem. Krucza Łapa był szczęśliwy, Ognista Gwiazda odbijał się, a gdy podniósł łup, wycofał się aby zjeść. Była dwókrotnie większa od szczupłych myszy w lecie, a łatwiej było ją złapać w cieniach stodoły. Przełknął ją w kilku łakomych kęsach i poczuł, że jego siłą zaczyna powracać. - Tu jest jeszcze trochę - powiedział Krucza Łapa Kiedy Ognista Gwiazda i Rozżarzona Skóra jedli tyle ile umieli, leżąc na miekkim sianie, dzielili języki ze swoimi przyjaciółmi i informowali o nowościach w klanie. Krucza Łapa i Jęczmień słuchali, w szoku ich ogromne oczy powiększyły się, gdy Ognista Gwiazda powiedział o sworze. - Zawsze wiedziałem, że Tygrysia Gwiazda jest krwiożerczy, ale nie przypuszczałem że spróbuje zniszczyć klan w taki sposób - powiedział Krucza Łapa - Dzięki klanowi Gwiazd, nie udało mu się. Ale był bardzo blisko. Nie chcę iść przez coś takiego... - powiedział Ognista Gwiazda - Musisz to zrobić, aby zatrzymać Tygrysią Gwiazdę, żeby nie zrobił czegoś innego - zauważył Jęczmień Ognista Gwiazda skinął głową. Zawachał się, ale potem wyznał - Ale nie wiem jak t o zrobię bez Błękitnej Gwiazdy... Wszystko wydaje się ciemne i przytłaczające... Nie powiedział nic o przerwie w wyborze jego na zastępcę, czy o przerażającym śnie, ale widział sympatyczne spojrzenie w oczach Rozżarzonej Skóry, wiedziała co myśli. - Pamiętaj, że cały klan jest z tobą. Nikt nigdy nie zapomni, że ty i Błękitna Gwiazda uratowaliście nas od swory... - Może oczekują ode mnie zbyt wiele. - Nonsens! - odezwała się Rozżarzona Skóra Wiedzą, że będziesz świetnym przywódcą, a oni wszyscy stoją za ostatnim oddechem (w polskim nie ma zabardzo czegoś takiego, można porównać to do: (...)wszyscy na ciebie liczą.(...)) - Ja... - zaproponował Krucza Łapa, zaskakując Ognistą Gwiazdę. Elegancki czarny kocur wyglądał na lekko zakłopotanego przez Ognistą Gwiazdę który się odwrócił i spojrzał na niego, ale kontunuował Wiem, że nie jestem wojownikiem, ale jeśli potrzebujesz tylko mojej pomocy, mów. Ognista Gwiazda mruknął z wdzięcznością Dziękuję Krucza Łapo. - Może przyjdę wkrótce do obozu? - spytał Chciałem "zapłacić" szacunkiem wobec Błękitnej Gwiazdy w miejscu jej pochówku. - Oczywiście, możesz. - odparł Ognista Gwiazda Błękitna Gwiazda dała ci prawo do przebywania na naszym terytorium. Nie ma potrzeby aby to zmienić. - Dziękuję. Kiedy spojrzał znów, Ognista Gwiazda dostrzegł w jego oczach szczacunek. Już mnie kiedyś uratowałeś. Nigdy nie będę w stanie cię za to wynagrodzić. Ale jeśli będą kłopoty z Tygrysią Gwiazdą to będę dumny, że będę mógł walczyć w wojownikami klanu Pioruna, walczyć z nimi na śmierć. (tu on kiedyś będzie) Dernière modification le 1494673620000 |
| « Censeur » 1494336840000
| 0 | ||
| Klepson |
| « Citoyen » 1494337320000
| 0 | ||
| Klep Dernière modification le 1494673620000 |
| « Censeur » 1494337320000
| 0 | ||
| Klepu klep |
| « Censeur » 1494346080000
| 0 | ||
| /kokey duble aby wszyscy wiedzieli edytujemy te klepnięte(zresztą tego też zeedytuję) posty, i na ich miejscu pojawiają się rozdziały, zrosiłabym tylko abyście nie pisali narazie, dopóki nie doklepamy potrzebnych postów ;) |
| « Citoyen » 1494351060000
| 0 | ||
| Klepuklep |
| « Censeur » 1494352560000
| 0 | ||
| Ostatni klep (ania wysłałam ci jakiś czas temu coś) |
| « Censeur » 1498923720000
| 0 | ||
| Okey odkopuję wątek i uwaga bardzo dobra wiadomość!: Wojownicy czarna godzina już 28 lipca! Kto się cieszy? Bo ja bardzo! Można zamowić przedpremierowo aby książkę dostać w dzień premiery/dzień luv kilka dni po. |
| « Citoyen » 1498923780000
| 0 | ||
| Wiem właśnie czekam aż mama wróci to spróbuję ją naciągnąć by mi kupiła ^^ pojechała gdzieś z dziadkami -n- |
| « Consul » 1498984440000
| 0 | ||
| okladka tej ksiazki jest moim zdaniem ohydna i najgorsza z calej serii dali niby ognistą gwiazdę bo on staje sie przywodca, ale to jakos nie pasuje moze zamowie przedpremierowo, chociaz i tak pewnie bedzie przekladane, tak jak to bylo z niebezpieczna sciezka |
| « Censeur » 1498984740000
| 0 | ||
Miaukaaa a dit : piszą że nie będzie przekładane ;v Ale zawsze może. Też nie podoba mi się okładka wygląda jak z 1 części tylko starszy ognista Gwiazda też prawdopodobnie zamówię przedpremierowo, a jak ktośn nie chce kupować to mogę przepisać i wkleji wam ^-^ |
| « Citoyen » 1498985340000
| 0 | ||
Juliadrzy a dit : Miło ^^ Ale ja wole kupic Uwielbiam ten dotyk książek... Telefon to nie to samo |
| « Censeur » 1498985460000
| 0 | ||
Annapll a dit : i zapach nowych książek <3 kofam Czemu zrobiłam sobie spoilery... teraz wiem co się stanie więc jak ktoś nie chce spoileru to nie otwierać Czeeeeeeemu Szara Prega został porwany </3 |
| « Consul » 1498986420000
| 0 | ||
| ja chce miec cale polki zastawione ksiazkami a szara prega mnie jakos wkurza |
| « Censeur » 1498987500000
| 0 | ||
Miaukaaa a dit : ja tezale tylko wojownikami *lenny* Szaruś jest trochkę dziwny i ciągle się zakochuje xD |
| « Consul » 1498989240000
| 0 | ||
Juliadrzy a dit : no ja tez tylko wojownikami nic innego nie czytam, heh |