| [RPG] Teen Wolf/Beacon Hills |
| « Censeur » 1451316540000
| 0 | ||
| Shi: - I mądrze. - Uśmiechnęła się mimo sytuacji w jakiej była. |
| « Citoyen » 1451316600000
| 0 | ||
| Lucas - Jak mamy jen pomoc, jak nie wiemy gdzie mamy ja szukać? Dernière modification le 1451316660000 |
| « Censeur » 1451316720000
| 0 | ||
| Hope: Zrobiła minę typu " Dobra, zamknij się bo nigdy jej nie znajdziemy" - Eme... Poddaje się. - Rzuciła i opadła na ścianę. Zbierało jej się na płacz. |
| « Citoyen » 1451316780000
| 0 | ||
| Skierował się w stronę drzwi. - Nie próbuj żadnych sztuczek - rzucił w jej stronę. |
| « Citoyen » 1451316840000
| 0 | ||
| Lucas - Dobra, to ja idę. - Warknal idąc do domu. |
| « Censeur » 1451316900000
| 0 | ||
| Hope: - Ale ja jej cholera nie chce stracic! - Krzyknęła płacząc. Shi: Aha zajebiście. Nie, bosko. Nie ucieknę teraz nigdy. |
| « Citoyen » 1451317020000
| 0 | ||
| Lucas - Nie rycz. - Warknal odwracając się ~ Czemu ja jeszcze z nią rozmawiam? ~ |
| « Citoyen » 1451317080000
| 0 | ||
| Uśmiechnął się lekko, widząc jej bezsilność. W tej chwili powrócił Valentine, który potrafił podpalić człowieka i nie mieć ani trochę wyrzutów sumienia. - Jak już mówiłem, w tej rezydencji brakuje rozrywki. Zobaczymy się jutro i jeśli chcesz przeżyć, lepiej mów mi wszystko, co wiesz, a nawet to, czego nie wiesz. Inaczej spalę wszystko. I wyszedł. |
| « Censeur » 1451317140000
| 0 | ||
| Hope: - Ale ja jej nie chcę stracić.. Nie chcę stracić swojej przyjaciółki... Shi: Zamrugała kilka razy. Okei to po mnie. Dernière modification le 1451317260000 |
| « Citoyen » 1451317260000
| 0 | ||
| Lucas - Ona i tak nie jest twoja przyjaciółka. Nie lubi Cie. |
| « Censeur » 1451317440000
| 0 | ||
| Hope: - Ale ja ją lubie i nie chce aby umarła. |
| 0 | ||
| Ness W końcu wstałam i spojrzałam na okno. Zobaczyłam tam przechodzącego, znajomego mi już bladego mężczyznę. - Jeżeli jest łowcą, to mógł uczynić krzywdę tamtej dziewczynie. Nie wygląda normalnie... |
| « Citoyen » 1451318580000
| 0 | ||
| Lucas - Ja Ci nie pomogę. - Powiedział i pobiegł do domu. |
| « Censeur » 1451318820000
| 0 | ||
| Hope: - Dzięki.. - Mruknęła znierozumiale. |
| « Citoyen » 1451319060000
| 0 | ||
| Byłem w domu. Usiadłem na kanapie i włączyłem telewizor. |
| « Citoyen » 1451319720000
| 0 | ||
| Valentine wbiegł do pokoju Shi, wyjął nóż, naciął nadgarstek i pozwolił, żeby krew ściekła na drzwi. Dyszał ciężko. Rozległo się walenie w drzwi. - Otwieraj! - zawołał ktoś. Spojrzał na dziewczynę. Czuł się upokorzony. Ręce mu dygotały, ale nie ze strachu. Z gniewu. - Zdrada - wyszeptał. - Zapieczętowałem drzwi. Jeśli je otworzą, a na pewno znajdą na to sposób, zabiją nas. |
| « Censeur » 1451320440000
| 0 | ||
| Shi: Czekaj, co? Przez kilka sekund starała się zrozumieć co się właśnie dzieje. Deszczu, burzy błagam czegokolwiek! - Uhm.. - Nie miała języka w gębie. Cholera. Co tu robić? - Cholera jasna.. - Zaklnęła pod nosem, wyraźnie wkurzona. Zaczęła grzebać w kieszeniach. - Chustki, chustki i chustki! - Mruknęła, kiedy z kieszeni wyciągała tylko pierdoły, które teraz by nic nie zrobiły. |
| « Citoyen » 1451320560000
| 0 | ||
| Patrzył się na nią jak na wariatkę. Chwycił ją za ramiona i potrząsnął nią. - Uspokój się! Wiem, jak możemy stąd wyjść. Ale musisz mi zaufać i być cicho. |
| « Censeur » 1451320680000
| 0 | ||
| Shi: Kiwnęła tylko głową na tak. Okei! Pamiętać - zawsze nosić torebkę a w niej pistolet który ukradłam glinom. |
| « Citoyen » 1451321400000
| 0 | ||
| Zagwizdał przeciągle. Przez chwilę nic się nie działo. Przez chwilę. Nagle, tuż za drzwiami rozległ się krzyk. Słychać było, jak ktoś wrzeszczy ,,uciekać!" i w jednej chwili wszystko umilkło. Pozostało tylko upiorne dyszenie. To COŚ, co przestraszyło żołnierzy, było coraz bliżej. Valentine zacisnął palce na ramieniu Shi. - Spokojnie. Nie krzycz, cokolwiek byś zobaczyła - rzucił twardo i podszedł do drzwi. Położył na nich rękę i coś wyszeptał. Otworzyły się. Stało tam najokropniejsze stworzenie, jakie widział w swoim życiu. Wyglądało jak pulsujące wnętrzności zwinięte w kupkę. Posuwało się powoli do przodu. Zatrzymało się i przez chwilę tak jakby węszyło w powietrzu. Podczołgało się w stronę dziewczyny. - Wyczuwa cię, bo został stworzony z twojej krwi. Skutek eksperymentów. Pochylił się nad tym czymś i coś w jego stronę powiedział. Nagle, z niesamowitą szybkością, podpełzło pod kawałek ściany. Wydało z siebie okropny, ale piękny dźwięk i ściana rozsypała się w pył. Valentine rozłożył ręce z udawaną skromnością, a na jego twarz wypłynął pełen satysfakcji, paskudny uśmieszek. - Gotowe - oznajmił i odprawił obrzydlistwo. Dernière modification le 1451321460000 |