| [RPG]Last Christmas[16 osób] |
| « Censeur » 1450202640000
| 0 | ||
| - Dobrze, ale zmierzch już lada moment. Musimy się spieszyć. - rzekłam. Szłam dalej. Krok za krokiem. Byliśmy na totalnym pustkowiu. Góry, lasy, góry, lasy i śnieg. - Nosz kurde. - mruknęłam. |
| « Censeur » 1450202760000
| 0 | ||
| // Mooozna? |
| « Censeur » 1450203000000
| 0 | ||
| jak najbardziej :) Wybierz sobie sama zwierzę do charakteru. Ja dam tylko umiejętności i zaczniesz od początku aż do teraz. |
| « Censeur » 1450203060000
| 0 | ||
| //Yay! No to klepie |
| « Citoyen » 1450203180000
| 0 | ||
| Szliśmy bardzo szybko, ale nadal nie było żadnego domku. - Zawsze coś potrzebujesz, nigdy nic nie ma. - Takie szczęście każdego. - Wiesz co, zamienię sie w tygrysa i pobiegnę dalej. Jeżeli nie będzie żadnego domku, musimy coś wymyśleć. Potarłam klejnot i pobiegłam na przód w poszukiwaniu domku. |
| « Censeur » 1450205880000
| 0 | ||
| Last christmas..~ LILITH CINTIA DICKER Królowa kruków. |
| « Censeur » 1450363320000
| 0 | ||
| Przepraszam za double ;w; Zwierzeciem Lilith bedzie.. Mały, ale siłny i zadziorny kotek. |
| « Censeur » 1450364400000
| 0 | ||
| Dopsz. Umiesz sybko biegać i dobrze się wspinać. Masz dobry refleks i świetnie atakujesz. Możesz zaczynać. |
| « Censeur » 1450364580000
| 0 | ||
mieqniunia a dit : Yey. Lilith Łaziła po okolicy, śpiewajac cichutko aby nikt jej nie usłyszał. - Last Christmas.. - Widać że była smutna. Ojciec jej umarł, matka chora. Nie miała jak jej pomóc.. |
| 0 | ||
| http://www.bloblo.pl/image/393300/oryginal/dziewczyna-usmiechnieta-doleczki.jpeg Imie:Natalia Drugie imie:Sandra Przezwisko:Emoska Nazwisko:Jemioła Wiek:14 Data urodzenia:5 marca Charakter:Miła dziewczyna,która wszyscy lubia.Uwielbia śpiewać i uczyć się języków obcych. |
| 0 | ||
| Błagałam o pomoc,ale nikt mnie nie słuchał.Trzeba było wcześniej o tym myśleć,*myśli i wymyśla pomysł* |
| « Citoyen » 1450469100000
| 0 | ||
| Śnieg padał wprost na moją szorstką twarz. Próbowałem zachować kamienny spokój i wyglądać majestatycznie jak te wszystkie świetne postacie z anime, ale odczuwałem dziwne wrażenie, że moja twarz przypomina grymas wiewiórki z zatwardzeniem. -Czy ja wyglądam jak wiewiórka z zatwardzeniem?-Spytałem mojego oddanego kompana, powiernika sekretów, towarzysza broni, po prostu mego przyjaciela, Pablita. |
| « Citoyen » 1450469820000
| 0 | ||
| - Tak - odparłem po zastanowieniu mojemu parobkowi, to jest przyjacielowi, drogiemu druhowi Bobowi. Śnieg, w którym leżeliśmy bez wyraźnej przyczyny był niezwykle chłodny i przyjemny, studzący me skołatane wojną i światowymi waśniami nerwy, skąpane w czerwonej tafli śmierci. Ups, to jednak mocz. Nie ma to ja zsikać się na śniegu. Ach, jak za dawnych promiennych lat. Tych lat, gdy nie doświadczyłem jeszcze smaku pasztetu, obrzydzającego me wnętrza na zawsze. Stwierdziłem, że w sumie monolog liryczny jest tu zbędny i właściwie po co, do jasnej ciasnej leżymy w śniegu? I co tu robimy? To było dosyć podejrzane... Nie pamiętam, żebyśmy umówili się na robienie orłów. Robimy to tylko we wtorki, a dziś sobota. Chyba... Jak długo tu leżymy? A może my... umarliśmy? Albo porwał nas lodziarz, sprawiający wrażenie miłego, a będący tak naprawdę fałszerzem dolarów?! - Bob...? - ozwałem się w kierunku mego parobka, to jest druha. |
| « Citoyen » 1450470840000
| 0 | ||
| -Czego, czego, mój, kolego?- burknąłem niechętnie do Pablita. Odpowiedziałem mu cytatem z "Ody do przecinków". Zawsze gdy się denerwuję cytuję mojego mistrza, mentora, nauczyciela, władcę i świętość, to jest Rafaela Wielkiego. Nie ma on jeszcze przydomka "Wielki" ale założę się że to tylko kwestia czasu. Jak można ludziom mówić tak prosto w twarz, że przypominają wiewiórki z problemami żołądkowymi?! Zaprawdę, wykończyć się z nim można, za grosz taktu. Ani uczuć. Pytasz uprzejmie czy woli rodzynki czy może wojnę nuklearną a ten tylko wgapia się w ciebie z wyrzutem. Ale ja i tak znam go na wylot, jestem wręcz w stanie przewidywać jego ruchy. Ostatnio kupiłem mu koszulkę z napisem "be yourselfie!" i przysięgam, że prawie się uśmiechnął. No w każdym nie zrobił takiego potwornego grymasu jak kiedy kupiłem mu świecące slipki. Chciałem dodać jeszcze kolejną buńczuczną uwagę wobec Pablita (niech wie jak to jest, gdy porównują cię do wiewiórki na kibelku!), ale wtem spostrzegłem nadobne zwierzę w odległości. Trudno było stwierdzić czy to łania czy bóbr, ale jako poeta amator mam obowiązek opisywać wszelkie cudy przyrody. Toteż rzuciłem się biegiem w stronę zwierzyny. Dernière modification le 1450471080000 |
| « Citoyen » 1450471680000
| 0 | ||
| Jasny szwindel, Bob. Czy ty zawsze musisz cytować? Rozumiem, satysfakcjonuje cię do i dowartościowywuje wewnętrznie. Ale to nie zwiastuje dobrze. Ach, przeciwnie. Cytaty oznaczają to, że Bob jest obrażony na świat bez powodu, bez najmniejszej krzytyny racjonalnego powodu i zamierza targnąć się na swoje życie! Bob już taki jest. Ale ja i tak znam go na wylot, jestem wręcz w stanie przewidywać jego ruchy. Na przykład wiem, że gdy jest nie w humorze zamierza zrobić coś nieracjonalnego cytując przy tym michała anieła czy innego poetę. A cóż to! Ten półmózg skacze, podniecony w kierunku wygłodniałego tygrysa polarnego. Teraz Pablito wkroczy do akcji. Zamieni się w jedną z tych anime dziewuszek, które dokonują przemiany i ratują świat z łap oprycha. Z tym, że Pablito musi ratować tylko i wyłącznie swojego mazgajowatego przyjaciela od samozagłady. Już prawie nieświadomy Bobik dał mu swą rękę na pożarcie, gdy Pablito jednym szybkim ciosem animedżitsu ogłuszył bestię. |
| « Citoyen » 1450473420000
| 0 | ||
| Kotek poległ. I poematu nie będzie. Ponieważ miałem zamiar osiodłać dziką bestię i podróżować wzdłuż i wszerz tej lodowej krainy. Zatrzymałbym mą zwierzynę tuż przed Pablitem, tak aby spoglądać na niego z góry, pławiąc się w blasku chwały. Pablito powiedziałby "Jasny szwindel, Bob! Czy ty zawsze musisz być taki wspaniały?". A potem wciągnął bym go na mojego rumaka robiąc minę sugoj chłopaka z anime. A Pablito zrobiłby minę kałaj dziewczynki z anime. I wyrosłyby mi długie, piękne włosy. Zrobiłbym sobie selfie z moim kumplem oraz kotkiem. Wrzuciłbym na instagrama i oznaczył tagiem #rafaelzbawca. Rafael na pewno by mnie zauważył i mógłbym rozpocząć współpracę z nim, co było moim marzeniem od lat dziecięcych. No ale Pabek jak zawsze musi wtrącić swoje trzy gorsze! A nawet pięć groszy składających się w potworne narzędzie zadawania bólu zwane pięścią! No to ludzkie pojęcie przechodzi! -Co to tak, jak to tak?!Być nie może, Babcia leży sama w borze! Głucho wszędzie, ciemno wszędzie, co to będzie, co to będzie?- odpowiedziałem cytatem z "Noce i popołudnia" na ten akt brutalności mojego coraz mocniej irytującego kompana - biednego kociaka tak traktować?!!!Wiem, że on jest trochę wyrośnięty, ale to nie jego wina! Poczułem, że łzy mi stają w oczach. Jak on może bić niewinne, słodkie zwierzątka! Toż to czyste okrucieństwo! |
| « Citoyen » 1450529520000
| 0 | ||
| Pablito westchnął wewnętrznie. Jego kompan miał dziś coraz bardziej irytujące wahania nastroju. Cóż, jednak taki dzielny młody dorosły jak Pablito musiał to przetrwać. Nieznośny parobek Bob mógł powiedzieć chociaż głupie dziękuję za uratowanie czterech literek. Jasny szwindel, robiło się coraz ciemniej, a oni byli na pustkowiu nicości, z dala od domu. Pablito czuł, że dzieje się coś niedobrego. Nie byli w swojej wiosce. Ich wiosince bowiem towarzyszył nieodłączny zapach frytkowego tłuszczu, spalin, łajna oraz słabego sygnału wifi, a tu czuć było tylko mocz, krew tygrysa i zagęszczający się niepokój. No i śnieg. Ciemność w krainie osnutej śniegiem i niepokojem byłą niebezpieczna. Niedługo zaczną pojawiać się tajemnicze cienie i dziwne kreatury, a biedny sinnamon roll Bob nie przeżyje tego widoku. Dostanie nerwicy i umrze. Trzeba było się ruszyć. Pablito wyciągnął ze swej kieszeni chusteczkę w haftowane świnki i podał koledze. Co prawda tygrysek wyglądał na całkiem smacznego burgera, ale gdyby młody dorosły spróbował obedrzeć go ze skóry, przyjaciel zapewne spróbowałby protestować i odmówiłby współpracy na zawsze. - Chodźmy stąd. Czuję coś niepokojącego - powiedział Pablito w kierunku roztrzęsionego pierdka zwanego przyjacielem. Dernière modification le 1450529640000 |
| « Citoyen » 1450531140000
| 0 | ||
| Otarłem łzy chusteczką w świnki. Nawiasem mówiąc była niezwykle dopracowana, haftem krzyżykowym. Świnki wyglądały radośnie niczym indyki podążające do rzeźni. Ah indyki, tęskno mi było za nimi,. Zawsze pocieszały człowieka. Właściwie gdzie one teraz są? Właściwie gdzie ja teraz jestem? Śnieżna tundra nie przypominała żadnego znanego mi miejsca. No może jedynie te słabe kreskówki o rosjanach, które leciały na wieczorynkę. Ale któż by się tym martwił? Miałem ciepły strój, ołówek oraz notatnik, a do tego jeszcze przyjaciela u boku. Wcale nie było mi śpieszno wracać do domu mej babki, gdzie pomieszkuje. Babka zmuszała mnie do niewolniczej i ciężkiej pracy przy plantacji buraków cukrowych. To nie jest odpowiednie miejsce dla poetyckiej duszy. Natomiast inspirująca śnieżna kraina, jest niemal w sam raz, dla kogoś tak twórczego jak ja. - Niepokojącego? Niepokojący to jest stan twojej duszy, brutalny agresorze - odpowiedziałem brutalnemu agresorowi, znanego także pod przydomkiem Pablito. Zaprawdę zawsze szukał dziury w całym. Całe szczęście, że ma mnie, swego oddanego towarzysza, który trzyma go w ryzach, a w momentach podgorączkowych, zawsze nakieruje go na dobrą drogę. Chwyciłem frienda za ręke, żeby było mu raźniej. |
| « Citoyen » 1450531740000
| 0 | ||
| Bob chwycił mnie za rękę. Jego łapa była spocona, układ hormonalny niestety nie był zbyt przychylny dla młodocianego przyjaciela. W sumie Pablito mógłby skomentować coś na temat stanu swojej duszy, nawet miał w zanadrzu kilka dobrych ripost, związanych z duszami, jednak wychodził z założenia, że nie ma co strzępić języka na niepotrzebne potoki słów. Gdyby tylko jego przyjaciel umiał przejrzeć na oczy i zobaczyć w jakim wielkim niebezpieczeństwie (prawdopodobnie) się znajdują krzyknąłby "Boże traktorze! Że też powinienem cię słuchać Pablito, teraz już po nas!" A potem poszliby do domu na ciepłe kakałko i oglądaliby netflix. Tymczasem są skazani na dowartościowywanie duszy na zimnie w lesie. Młody agresor stwierdził, że nie ma co się upierać z uduchowionym przyjacielem. Dał znak Bobowi, że idzie poszukać drewna na ognisko i że wróci za chwilę, mając nadzieję, że koleżka zaczaił bazę. |
| « Citoyen » 1450532820000
| 0 | ||
| Pablito wykonał manipulację rękoma. Wyglądał jakby dostał ataku padaczki, ale prędko odgadłem co miał na myśli. Zaznaczył swym tańcem, że chce się bawić w chowanego. Co do tego nie miałem wątpliwości. Mrugnąłem do niego i uczyniłem znak okejki. Pomysł wydawał mi się świetny, miła zabawa w chowanego na rozładowanie napięcia, zawsze jest mile widziana. Odczekałem aż zniknie w gąszczu, a następnie rzuciłem się szukać odpowiedniego miejsca na kryjówkę. Krajobraz nie był tu zbyt urozmaicony. Drzewo, skała, drzewo, skała, drzewo, skała. Spodziewałem się większego potencjału w tym miejscu. Czas mnie gonił. Znając Pablito odliczył on do 333 i począł mnie szukać. Lada chwila może mnie zlokalizować, ten przebiegły czerwonowłosy. Porzucając ostatnią już resztkę nadziei, miałem zamiar zakopać się w śniegu. Jednak wtedy moim oczom ukazał się zbawienny widok. Oto przede mną, jakby wyrosła spod ziemi, stała piękna, wielka, lodowa jaskinia! Miejsce idealne na kryjówkę. W te pędy wkroczyłem do groty. |