[Ukończone] [Fanfiction] Mechaniczny Szaman |
![]() ![]() « Citoyen » 1459679640000
| 0 | ||
olmysz a dit : Ponieważ wszystkie postacie mają już swoje role i każdego rozlokowałam, zamknęłam przyjmowanie nowych, dlatego nie obiecuję, że się pojawi. Być może wcisnę ją gdzieś, jeśli moje plany się zmienią. Tak czy siak dzięki. ;w; |
![]() ![]() « Citoyen » 1462978080000
| 0 | ||
Uwaga, po tak długim czasie jest w końcu rozdział! Napisałam go kilka dni temu w sumie, ale pomyślałam, że już wrzucę go w dniu swoich urodzin, no więc jest. Bo tak. wszystkiego najlepszego dla mje To prezent dla was. x"D Dowiadujecie się tu trochę więcej o postaci Eli oraz Przywódcy Władców Wiatru. Pokonałam wenę, miłego czytania! -- Rozdział 50 – Czy to już koniec, Aga? – spytała cicho Eli. Aga odruchowo spojrzała w górę na plątaninę rur i sufit nad głową. - Kto wie? – mruknęła. – Stąd nic nie słychać, ale nie wiadomo, co dzieje się na górze. Miały ten koszmar za sobą. Udało im się wyjść żywym z ataku na Obóz. Nadal jednak nie miały wieści o tym, co z resztą ich przyjaciół. Gdy tylko zmizerowani i wyczerpani dotarli do podziemi, zaskoczył ich ogromny przepych miejsca. Aga spodziewała się kilku ciasnych korytarzy i stłoczonych pokojów, a zastała gigantyczne przestrzenie, tunele zalane sztucznym, czerwonawym światłem i, co najdziwniejsze, względny spokój. Oczywiście na tyle, na ile stać było tłum obywateli, którzy cudem wymknęli się z objęć śmierci i chronili pod ziemią, nie wiedząc nic o sytuacji na powierzchni, niepewni o losy pozostałych bliskich i zagubieni w nowej sytuacji. Nie panikowali jednak, nie wrzeszczeli i starali postępować zgodnie z wyznaczonymi procedurami. Priorytetem było załatwienie odpowiedniej opieki medycznej nad rannym Tombardem. Na szczęście działał tu punkt opieki medycznej, ale przepełniony był innymi potrzebującymi. Musiały pozostawić go tam pełne niepokoju. Potem udały się po przydział niezbędnych rzeczy: szarego kompletu ubrań pachnącego nieprzyjemnie środkami chemicznymi, podstawowych środków higieny, jedzenia i innych. Potem zostały im przydzielone pokoje. Wszystkie z nich były identyczne, niewielkie, ale przytulne, rozmieszczone obok siebie w korytarzach odchodzących od głównego pomieszczenia. Aga nie odstępowała Eli na krok. Mimo tłumu Mechaników dziękujących jej za pomoc lub klepiących po plecach ze szczęściem, że przeżyła, bez wiedzy, co z pozostałymi czuła się bardzo samotna. Gdy o godzinie dziesiątej w ramach oszczędności energii zgasły wszystkie światła, szara, cicha myszka pozostała w pokoju Agi, gdyż obydwie były zbyt znękane wydarzeniami dnia, aby radzić sobie z nimi samemu. Sama jej obecność dodawała Mechaniczne otuchy. Cisza przedłużała się, gdy siedziały w ciemności, jedna na łóżku, druga na kanapie. Wojowniczka nie odzywała się, zbyt mocno zgnębiona myślami, które czaiły się w ciemnych zakamarkach jej umysłu. Pozwoliła im wyjść na wolność i czuła się coraz gorzej. Obwiniała się o wszystko. To ona wyszła z inicjatywą ataku, głupia, zbyt mocno pewne siebie. Poczuła się jak dziecko, które z drewnianym mieczem zamierzyło się na czołg. Co myślała, zadzierając z całą potęgą, jaką dysponowali Władcy Wiatru? Nic dziwnego, że od dawna kontrolowali wszystkie inne rasy, skoro byli w stanie zmiażdżyć ich prężny Obóz w kilka chwil. T o ona. Ona wymyśliła to wszystko. Na początku była wściekła na Skrzydlatych za atak. Ale to ona go spowodowała. Był odwetem za jej bezmyślną akcję. Jeśli tego dnia ktokolwiek zginął, miała jego krew na rękach. - Jasna pieprzona cholera! – krzyknęła z rozpaczą i uderzyła z całej siły pięścią w ścianę. Przyniosło to tylko jeszcze większą gorycz i ból łapki. Elizaskoczona jej nagłym wybuchem podskoczyła w miejscu. - Aga? – spytała po chwili. – Co się dzieje? Wszystko w porządku? - Nie – odparła, pociągając nosem. – Nie jest. Tombard jest ranny, wiele innych też. Obóz runął w gruzach, rozjuszyliśmy Władców Wiatru. Co nam z tego przyszło? Żałuję wszystkich swoich decyzji. Każdej z osobna. – Poczuła nagle szczypanie łez w oczach. Tak dawno nie płakała. Zdała sobie sprawę, że tłumiła rozpaczliwie emocje, przyduszając je pozorami obojętności. Wyczerpując się treningami i wypełniając umysł wojną. Wojna. Wojna, wojna, wojna, nieustanne słowo, będące podstawą jej świata. Słowo, które zbudowało jej osobę i zmieniło. Nie była już Agą. Aga umarła tamtego dnia na Placu Głównym. Kim teraz była? Łzy piekły coraz mocniej i wyrywały się na wolność. Miłość, z której zrezygnowała. Rodzina, której już nie miała. Szczęście, które przepadło. Ciężar, który ją zgniatał i poczucie, że zawiodła. Wszystko to po prostu przeważyło i zapłakała. - Jestem najgorszą vanyan solda, jaką mogliście mieć. Moje decyzje niszczą wszystko. Przeze mnie przegrywamy tę wojnę! – Po tych słowach przycisnęła łapki do twarzy i zaczęła płakać. Ledwie zanotowało, że jej towarzyszka podeszła do niej i położyła współczująco, choć trochę niezręcznie łapki na ramieniu. - Aga. Jesteś dobra. Nie możesz zrzucać na siebie winy za całe zło. Robisz, co możesz – mruknęła cicho. - Niedostatecznie dobra – odparła. - Nieprawda. W końcu po chwili Aga uspokoiła się. - Dziękuję, Eli. Jak w ogóle ty trzymasz się z tym? - Czym? - Tym… - wykonała nieokreślony ruch ręką. – Tym wszystkim. - Dobrze. To znaczy źle. To znaczy… to skomplikowanie – westchnęła. - Jeśli chcesz mi powiedzieć… Wiesz, że możesz na mnie liczyć. Od tego tu jestem. Jako przywódczyni, ale i przyjaciel. A nawet nic o tobie nie wiem. Eli wyglądała, jakby namyślała się przez chwilę, a potem zaczęła mówić. - Właściwie, nie ma o czym mówić, jeśli o mnie chodzi. Jestem Władczynią Wiatru. Chodziłam do szkoły dla zwyczajnych myszy, bo nigdy nie byłam jakoś mistrzowska w magii. Skrzydlaci raczej trzymali się ode mnie na dystans, a ja od nich. Czułam się dość oderwana od reszty. - A czemu w ogóle dołączyłaś do Rebeliantów? - Ja… Słuchaj, ja w pewien sposób… jestem spokrewniona z nim. Z Przywódcą Władców Wiatru. – Zauważyła przerażone spojrzenie Agi. – Nie! To nie jest tak, jak myślisz! Nazywa się Kèvath i prawie nic nie wiadomo o jego rodzinie. Ja jednak wiem… że miał siostrę. Przyrodnią. Na imię miała Nanvanan i to była moja matka. Ojciec był również Władcą Wiatru, ale po jakimś czasie opuścił nas. Teoretycznie nie żyło nam się źle – miałyśmy pod dostatkiem pieniędzy. Mama wiedziała jednak, że Kèvath, będący u najwyższej władzy, patrzył na nas nieprzychylnym okiem. No i pewnego dnia, gdy już wtedy szykowałam się do zawodu i terminowałam, po prostu… zaginęła. Ale ja wiem, co się stało tak naprawdę – w jej głosie brzmiała gorycz, a oczy płonęły. – Przywódca Władców Wiatru pozbył się jej. Wiem to. Zawsze jej nienawidził. Nie wiem, czemu. Nie wiem też, czemu pozwolił jej tyle żyć. Ale ja też szczerze go nienawidzę. Jest przeżarty złem. Nie poprzestanie na zniszczeniu Mechaników. Nie mogę mu na to pozwolić. – Umilkła, a po chwili dodała. – Przepraszam, że dopiero teraz się przyznał. Bałam się, że w innym wypadku nie chcielibyście, żebym… - Jest dobrze, Eli. Przykro mi za wszystko – Aga przytuliła ją niepewnie. Po jej głowie szalały już tysiące myśli, które próbowała ułożyć w fakty. Przywódca Władców Wiatru, jeśli naprawdę był półbogiem, za którego się podawał, miał siostrę. Przyrodnią. Czy ta przyrodnia siostra tez była półboginią? Nie. Nagle wszystko zaczęła rozumieć. On był półbogiem, zrodzonym najpewniej z bogini wiatru i szamana. Ten sam szaman urodził potem z inną Władczynią Wiatru kolejne dziecko. Córkę. Była nią owa Nanvanan, matka Eli. Kèvath nienawidził jej, za to, że narodziła się jako jego przyrodnia siostra i zwykła Władczyni Wiatru. Ponieważ jednak była jego rodziną, wahał się z zabiciem jej. Mechaniczka poczuła mdłości. Przerażało ją, jaką osobą jest Przywódca Władców Wiatru. Przerażał ją też fakt samego istnienia półbogów. A jeśli było ich więcej? Co skrywała Czwórka? Jeszcze bardziej teraz współczuła tajemniczej myszce w masce po tym, co przeszła. - Teraz będzie już tylko lepiej, nie bój się – zapewniła. - Tylko… jest jeszcze coś, czego ci nie powiedziałam – powiedziała Eli. - Co? - Ostatnio… coś się ze mną dzieje. Aga zmarszczyła brwi: - Co masz przez to na myśli? - Czasami tracę przytomność. W mojej pamięci są luki. Przeraża mnie to, bo wiem, że coś dzieje się nie tak. Jakbym traciła kontrolę nad sobą. To nie było aż tak straszne do czasu… kiedy obudziłam się pewnego dnia w łóżku, późnym rankiem, z plamami krwi na łapkach. Co jest ze mną nie tak? –jęknęła. - Eli. Eli. Skup się. Popatrz na mnie. Wszystko będzie dobrze. Pomożemy ci. Jeszcze nie wiem, co się dzieje, ale obiecuję, nie pozwolę, żeby coś ci się stało. Rozumiesz? - Mam nadzieję – odpowiedziała szeptem. Ściany pokoju w podziemiach wydawały się być teraz jeszcze ciaśniejsze. Muszą wygrać tę wojnę. Nie tylko wojnę Mechaników, ale własne wojny, które toczyli. W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Mechaniczka z wahaniem otworzyła. Za nimi stała Serozjadka i Boszka. Wyglądały na wyczerpane. - Aga! Eli! – wykrzyknęła myszka pilotka. – Dzięki, kurde, bogom, że żyjecie. Dernière modification le 1462978200000 |
![]() ![]() « Citoyen » 1462984080000
| 0 | ||
Super rozdzial I oczywiscie 1000 lat i wiecej c: |
0 | ||
Woo, wspanialy rozdzial! :3 Oczywiscie stowka Aga, zdrowia szczescia, fajnego chlopaka, wielu rozdzialow, picia implantow, i czego tylko zapragniesz :D Wgl to fajnie przedstawilas moja postac :3 I skad wiedzialas ze ja mam luki w pamieci? o.o Ja nieraz zapominam co nawet jadlam na sniadanie xD |
![]() ![]() « Citoyen » 1462989180000
| 0 | ||
dczuchra a dit : krzykozgonka a dit : Dziękujęę wam! <3 Picie implantów forevah. Krzako, jestem stalkerem. B) A tak na serio, to niebawem wyjaśni się, o co chodzi z tymi lukami w pamięci. c:< |
0 | ||
Wyczuwam cos zlowieszczego O tak To tak jak ja wymyslam takie zle rzeczy |
![]() ![]() « Citoyen » 1465845540000
| 0 | ||
Uwaga, oto i jest Rozdział 51! Długo to trwało, miesiąc, tak, wiem, wybaczcie. ;-; Ale w zamian za to rozdział jest bardzo długi. Wyjaśnia się w nim coś związanego z Eli, dzieje się... No i no, przekonajcie się sami. Robi się tu dość mrocznie. Uh Idą wakacje, teraz będę częściej pisać, serio Miłego czytania! -- ROZDZIAŁ 51 – Niech to szlag! Niech to szlag! – krzyknęła Aga, rozkopując ze wściekłością popiół i szczątki. Z niemal samowystarczalnego obozu, stanowiącego za skrzydłami swej Bariery schronienie dla setek Mechaników i ich sojuszników, pozostał popiół. I ruiny. Pamiętała swój zachwyt, kiedy po raz pierwszy ujrzała to miejsce, niczym tętniące serce, przykład kunsztu Mechanicznego. Kilkanaście lat budowy… zmiecionych w minuty. Niszcz by tworzyć. Twórz by niszczyć. Nawet, jeśli wiedziała, że był to odwet z ich strony za bezczelny atak sprzed tygodnia, nie potrafiła ich nienawidzić jeszcze głębiej. Minął zaledwie tydzień, a w tym czasie wydarzyło się tyle, że zdawały się to być miesiące. Musieli czekać bardzo długo, aż wreszcie udzielono im pozwolenia na wyjście. Ich zadaniem było ocenić stan Obozu po ataku. A był on kiepski. Bariera została zniszczona. Pozbawione jej ochrony budynki rozpadły się. Ogień wygasł już we wszystkich miejscach. Kilka najmocniejszych budynków, zwłaszcza tych zewnętrznych, pozostało całych. Centrum jednak stanowiło jedno wielkie pogorzelisko. Gruzy przypominały jej Miasto Mechaników z tego snu. Tak samo potężne i równie upadłe. Po raz setny przeklęła w myślach zdrajcę. Kim on był? Nie wiedziała, że dowie się bardzo szybko. - Spokojnie. Nic tym nie zmienisz- mruknęła Lectral, spoglądając na Agę z przymrużonych oczu. Wyruszyli w czwórkę: Ona, Aga, Eli i Patkall. I właśnie taki widok ich powitał. Trzymali w pogotowiu karabiny. Broń palna nie pojawiła się w ich świecie tak dawno, nie każdego było jeszcze na nią stać. Mechaniczka wciąż ćwiczyła, ale jednak pewniej czuła się z mieczem, dlatego wzięła go przytroczonego do boku. - Sprawdzimy jeszcze wnętrze Oka. Tylko ostrożnie, nie wiemy, w jakim stopniu jest ono zniszczone – zarządził Patkall. Kiwnęli głową i czteroosobowa procesja ruszyła, przedzierając się przez ponure ruiny. - Hej. – Agamyszka odwróciła głowę, gdy Lectral znowu zagadnęła, podchodząc do niej. Myszka lodu wyglądała znacznie lepiej, odkąd Aga ją poznała. Zniknęły cienie pod oczami, udręczenie w spojrzeniu. Dosłownie zaczęła promienieć. Czasami myszka zastanawiała się, co Lec miała zamiar robić po wojnie. - Jak się z tym czujesz? Z całą tą sytuacją? – mysz lodu machnęła mieczem. – Nie rozmawiałyśmy od jakiegoś czasu. - Chyba dobrze – wzruszyła ramionami. – Czuję coraz większa motywację i wolę walki. Chyba nie ma chwili, żebym nie robiła czegoś w oddanego sprawie. Albo żebym o tym nie myślała. Oto i ja. Lec uśmiechnęła się: - Kiedyś byłaś zupełnie inna. Rozmawiając, wkroczyli do wnętrza miasta wydrążonego w górze. Tak jak się spodziewali, większość kondygnacji zawaliła się, wnętrze było dość zrujnowane, ale góra trzymała się dobrze. Wgłębili się w jeden z korytarzy, gdzie, o dziwo, całość była niemal nienaruszona, nawet sufit. Agamyszka usiadła z zamiarem odpoczynku, co uczynili także inni. * * * Krew Przywódcy Władców Wiatru skapywała do misy. Szepty w nieznanym języku umilkły, obraz w misie falował, a on czuł spazm bólu i magii. Ciemny dym strzelił w górę, a on, kipiąc potęga, szepnął w powietrze z uśmiechem pogardy - ,,Nigdzie przede mną nie uciekniesz” * * * Eli poczuła ogromny ból głowy. Ten sam, który przychodził co jakiś czas i pozostawiało sobie pustkę w umyśle. Zgięła się wpół, targnął nią ból brzucha. Nie. To się działo znowu. Co się działo? Czuła, jak coś wypycha ją z tego ciała. Jakby rozpływała się w próżnie, ustępując miejsca czemuś innemu… Jakby wyrzucano ją siłę. Wszystko ciemniało. Krzyknęła. Zachwiała się, jakby miała upaść, ale Patkall ją przytrzymał. Wszyscy inni zerwali się na równe nogi zaniepokojeni. Ale zanim zdążyli zapytać, co się dzieje… Białka oczu zza maski zmieniły kolor na fioletowy, a źrenice znacznie się zmniejszyły. Wydobywała się z nich poświata tego samego koloru. Uśmiech wkroczył na jej twarz. Szeroki i przerażający. Zgarbiona mysz wyprostowała się sztywno. Zaśmiała się. - Nie ukryjesz się przede mną w cieniu mrocznych gwiazd. Nie ukryjesz się w komnacie bogów. Nie ukryjesz na ziemi, ani w niebie. – To nie był jej głos. Aga znała ten głos. - Eli? - Odsuńcie się! Nie! Pat… - krzyknęła Lectral. Na jej łapkach zatańczyło światło, a spod ziemi wytrysnęły ostre jak brzytwa odłamki lodu. Aga drgnęła, chcąc coś zrobić. Ale było już za późno. Nie-Eli machnęła łapką, w której zapłonął nagle miecz, który przystawiła ofierze do gardła. Czarny dym spowił całą scenerię, a otoczona nią istota parsknęła. - Głupcy. Myślicie, że tak po prostu mnie powstrzymacie? Spodziewaliście się, że między wami jest zdrajca, który biega do mnie co chwilę, aby wszystko opowiedzieć? Ślepcy. Lepiej jest wejść w czyjeś ciało, aby obserwować jego własnymi oczami. Zabijać jego rękoma. - To ty zabiłeś Shizophremię? - Tyle znaków – odparł Przywódca Władców Wiatru w ciele Eli. – Nie domyśliliście się, gdy jest moją siostrzenicą, co może się stać? – zapadła cisza. – Nie wiedzieliście? Nie powiedziała wam? Tego można było się spodziewać. - Mnie powiedziała – zaprotestowała Aga, a ogień tańczył na jej łapkach. – Wypuść go i przywróć jej duszę z powrotem. - Czemu miałbym to zrobić? Uważaj. Jeden ruch może zakończyć jego życie na zawsze. – W jego oczach błyszczało lekkie szaleństwo. - Bo to na mnie ci zależy. - Dokładnie tak. Jesteś bystra. Teraz posłuchaj uważnie. Dam ci ostatnią szansę, vanyan sòlda. Zrezygnuj z tej wojny. I tak umrzesz. Możesz oddać się mi dobrowolnie. Wtedy zginiesz sama. Nie szybko, twoja dusza zostanie pożarta razem z mocą, bunt zostanie zmiażdżony… Albo możesz utopić się we krwi własnych współplemieńców. Nie było sensu wszczynać tego ognia. On się wypali i wypali także was, od środka. Masz czas. Dostajesz go do pojutrzejszego zachodu słońca. Po tym czasie nie pozostaje już dla was nic. Przemyśl tę cenę. Sępy krążą. Komnata bohaterów się otwiera, śmierć się ŚMIEJE! – Po tych słowach wszystko potoczyło się w jednym momencie. Miecz opadł, po czym zaczął spadać w stronę serca Patkalla. Lectral uniosła łapkę, kryształy lodu wystrzeliły w stronę półboga. Wiatr wdarł się. Aga ryknęła i rzuciła się. Ogień wybuchnął. Czuła, jak nieubłagalnie wolno leci czas i jak ona także była wolno. Płomienie wypełniły wszystko, ale i one nie było dostatecznie szybkie. Zaklęcie. Odepchnąć go. Przebić się przez jego obronę. Miecz opadł. Władca Wiatru osunął się we krwi na ziemię. Ciało Eli także. Ona jednak wrzasnęła już swoim głosem. Wrzeszczała długo, kiedy każde wspomnienie, kiedy nie panowała nad swoim ciałem, wracało do jej głowy. Wbiła pięści w podłogę, załkała i wyszeptała ,,Błagam. Wybaczcie. Nie szukajcie mnie”. Zanim ktokolwiek zrobił cokolwiek, w błysku magii zniknęła. Aga podbiegła do ciała Patkalla. Krwawił obficie, ale nie został trafiony w serce. Wciąż miał szansę. Mechaniczka upadła na kolana, położyła go delikatnie na podłodze i zebrała całą swoją magię Duchownych Przewodników, którą zaczęła wlewać w jego ranę. Aby się zasklepiła. Aby krwawienie ustało. Cios był niemal śmiertelny, dlatego ona w tej walce musiała użyć każdej swojej cząstki siły. Wylewała z siebie całą moc, jaką miała. - Nie tak szybko. Zabijesz się! – krzyknęła myszka lodu. Podała Adze swoją łapkę i zaczęła wspierać ją swoją energią. Dodatkowa moc wspomogła Wojowniczkę. Leczyła zniszczone tkanki, powstrzymywała krwotok, walczyła o utrzymanie go przy życiu. Plama szkarłatnej krwi powiększała się, były w niej umazane. Ale wciąż walczyły. Ich tatuaże pulsowały blaskiem. Rana została już praktycznie uleczona i zabandażowana. A ranny wciąż oddychał, choć urywanie. Agamyszka złapała Lecza łapkę. Bogowie. Żeby im się udało. |
![]() ![]() « Consul » 1465845960000
| 0 | ||
Aaaaaaaaaaaaa ♥ Błagam o więcej czcigodny Zbysiu |
0 | ||
Omgomg o: Zameczysz Ty mnie tam chyba W kazdym razie rozdzial mi sie podobal, czekam na nastepny :3 Jak zabijesz Patkalla to zjem Ci dusze |
![]() ![]() « Citoyen » 1465883340000
| 0 | ||
nullalke a dit : A spokojnie, będzie więcej cx krzykozgonka a dit : Też tak pomyślałam... Ale już będziesz miała częściowo spokój, przynajmniej na jakiś czas |D O'fak. Wiedziałam, że takie groźby się posypią XD |
0 | ||
>Na jakis czas Ty zlodupcu :o |
![]() ![]() « Citoyen » 1467973800000
| 0 | ||
Rozdział 52 już jest! To już ostatnie spokojne rozdziały przed ostateczną bitwą. Jeśli poczujecie się jakkolwiek znudzeni, przepraszam, ale nadrobię to z nawiązką już wkrótce. Pozostańcie czujni. Miłego czytania! -- ROZDZIAŁ 52 Mechaniczka wypuściła łapkę Patkalla i spojrzała na Lectral. A w tym spojrzeniu było wszystko. Obydwie rozpłakały się. Z ulgi. Puls, chociaż drżący i niepewny, był. Dramatyczna walka wykończyła je obie, ale liczyło się, że przeżył. To był niemalże cud. - Musimy go zanieść do szpitala, tak czy siak. Taka ogromna dawka magii, nawet leczniczej, w tak krótkim czasie mu nie przysłuży – mruknęła myszka lodu. Aga ledwo zdobyła w sobie siłę, aby pokiwać głową. Czuła, że zemdleje. Ból szarpał każdy jej mięsień. Nie byłaby teraz w stanie wykrzesać z siebie choćby małej iskry. - Co teraz zrobimy? – Zapytała. – Nie mamy nawet siły go donieść. – Rozejrzała się po morzu ruin otaczających je. Potem spojrzała na siebie, umorusaną krwią. To, co się tu wydarzyło… Eli… Aga zepchnęła te myśli na bok. Potem skupi się na tym, co tu zaszło. Teraz potrzebowały pomocy. Zebrała w sobie, z wielkim wysiłkiem, ostatnie siły. Skupiła bardzo mocno, wyobrażając umysł, w który chciała trafić. ,,Sero” – odezwała się myślach, na tyle głośno, na ile była w stanie, modląc, aby ta ją usłyszała. ,,Aga?! Nie strasz mnie tak w mojej własnej głowie” – odparła jej pilotka burkliwie. ,,Potrzebujemy pomocy… jesteśmy na powierzchni… Patkall… Eli… Szybko” – wszystko zaczęło przerywać, bo opadała z sił. Nie zdążyła już usłyszeć odpowiedzi myszki. Opadła nieprzytomna, a jej ostatnią myślą była nadzieja, że pomoc nadejdzie szybko. * * * Była już noc, kiedy Mechaniczka ocknęła się i zerwała z łóżka. Nie mogła zliczyć, ile razy budziła się z narzekaniami Patkalla nad głową. Poczuła się pusto, gdy otworzyła oczy i nie usłyszała jego pełnego niesmaku głosu ,,Szkoda, że nie dłużej, vanyan sòlda”. Teraz to ona musiała się o niego martwić. - Hej. Spokojnie. Nie możesz się nadwyrężać. Straciłaś masę sił – powiedziała do niej jedna ze zwykłych myszek, lekarka, z długimi blond lokami splecionymi w pospieszny warkocz. - Co z Patkallem? – charknęła w odpowiedzi. - Przeżyje. Utrata krwi prawie go zabiła, ale udało wam się mu pomóc. Ale ty i Lectral musicie jeszcze odpocząć. Ocalenie go było karkołomnym wyczynem. Aga przygryzła wargi. Była bardziej, niż szczęśliwa, że jej opiekun będzie cały i zdrów. Ale nie mogła powstrzymać niepokoju na myśl o Eli. Od jak dawna? Od jak dawna to wszystko się działo? Jej serce zdjęło współczucie dla cichej myszki. Nie zawiniła niczym. Przez to wszystko, co przeszła… Próbowała się z nią skontaktować, choć wiedziała, że to ryzyko. Ale nie usłyszała odpowiedzi. Agamyszka zastanawiała się, gdzie teraz jest i co robi. W ten sposób minęła cała noc. Odwiedziło ją kilka osób, ale ona domagała się szczególnie spotkania z Weroniką, ta jednak nie zjawiała się, dlatego w końcu Wojowniczka zasnęła. Gdy się obudziła, przywódczyni Obozu stała nad nią. Miała podkrążone oczy, rozczochrane włosy i przygarbioną postawę. Wyglądała, jakby coś spędzało jej sen z oczu przez kilka dni. - Dzień dobry – powiedziała. - Um, witaj. – Aga powoli przysiadła na łóżku. Była teraz w pełni sił, a ogromne wyczerpanie organizmu przeminęło. - Wstań. Przejdziemy się? Szły razem w ciszy labiryntem tuneli, które wydawały się przygnębiająco puste. Dotarły do odnóg, w których jeszcze Mechaniczka nie miała okazji być. W końcu przystanęły na chwilę. Cętkowana mysz uniosła wzrok w górę. Nie wiedzieć czemu, Aga poczuła się przy niej mała. - Władcy Wiatru odebrali nam wszystko… a teraz nawet światło słoneczne – rzekła. -Tak. – Po tych słowach zapadła znowu cisza. - Chciałaś ze mną rozmawiać? - Mhm. Pewnie wiesz już, co zaszło na powierzchni… I o alternatywie Przywódcy Władców Wiatru - Weroniką kiwnęło głową w odpowiedzi. Westchnęła. – Co mam teraz zrobić? Nie jestem w stanie nie myśleć, ile może przeze mnie zginąć. Ile musimy poświęcić. Nie mogę przestać czuć wyrzutów sumienia, gdy komuś z was dzieje się krzywda. Czy powinnam przystać na ten warunek? Nie jestem głupcem. Wiem, że on i tak będzie dążył do zniszczenia Mechaników za wszelką cenę. Ale czy to… coś da? W jakikolwiek sposób? Czy wreszcie zrobię coś dobrze, jeśli będę starała się was ochronić? Jej rozmówczyni uniosła wzrok i spojrzała na nią poważnie. W jej oczach czaiła się jakaś iskra: - Nie chcę za ciebie decydować. Tak bardzo bym chciała, żeby ta wojna się już skończyła. Zrobiłabym i oddała wiele. Ty pewnie też. Ale Przepowiednia na pewno nie chciała, żeby tak to się skończyło. Żeby ten szaleniec posiadł twoją moc, a potem był w stanie zrobić wszystko. Aga milczała. - Decyzja należy jednak do ciebie. I twoich przyjaciół. Idź do nich. – Po tych słowach odeszła. Tak też więc też zrobiła. Musiała zebrać się w sobie, aby odwiedzić każdego z nich i pytać ich szczerze. Poczuła silnie, jak bardzo chciałaby zapytać o to Eli. Jej jednak już nie było. Choć odpowiadali w różny sposób, każda odpowiedź brzmiała tak samo - ,,NIE”. Poczułą się wzruszona tym, jak bardzo o nią dbają. Tombard, już cały i zdrowy pozwolił spłynąć jednej łzy po twarzy i, wbrew wszystkiemu, przytulił ją, mówiąc, że nie wolno jej tego zrobić. Odsunęli się od siebie z zakłopotaniem. Serozjadka zaś dała jej w twarz i zaczęła na nią krzyczeć, że własnoręcznie ją zabije, jeśli tylko spróbuje. Minął kolejny dzień. Była godzina wieczorna i słońce pewnie zmierzało już ku zachodowi. Najważniejsi członkowie Obozu zebrali się na naradę, ale atmosfera przesycona była lękiem, co ich czeka. Aga czuła, że długo nie wytrzyma, że coś się wydarzy. Dlatego nikogo nie zdziwiło, kiedy drzwi otwarły się z hukiem i wpadł przez nie jeden ze zwiadowców. Nie zdążyła go jeszcze poznać. Po jego minie można jednak było sądzić, że był przerażony. Ściągnął miecz z ramienia. Wzrok wszystkich zgromadzonych skierował się na niego, kiedy próbował złapać oddech. A potem rzekł: - Władcy Wiatru zbierają wszystkie wojska. Prawdopodobnie uderzą na nas. – Tego spodziewali się wszyscy. Nie jednak kolejnych jego słów. – Dzielnica Mechaników płonie. |
0 | ||
Troche krotki rozdzial w porownaniu z reszta, ale dobrze wiedziec ze Patkall przezyl i wgl.. O: Ja mam nadzieje ze nie zrobilas ze mnie jakiegos op zlodupca ktory ostatecznie bedzie po stronie Wladcow |
![]() ![]() « Citoyen » 1467998520000
| 0 | ||
krzykozgonka a dit : Tak, właśnie też zauważyłam, że jakiś krótdzy, meh No ale no No co ty, to byłoby zbyt przewidywalne XDD Tak byłoby zbyt izi c:< |
0 | ||
Agamyszka a dit : Osobiscie myslalam ze bardziej przewidywalne by bylo ze Eli dozna olsnienia i wgl, skonczy sie odpieprz w jej glowie i wroci sobie do Agamyczki Prith x Initrax tez moglo byc przewidywalne |
![]() ![]() « Citoyen » 1468060620000
| 0 | ||
krzykozgonka a dit : Ha, dokładnie XDD No jak już kto uważa. ja tu sobie wszystko ogarniam 8) |
![]() ![]() « Consul » 1469196480000
| 0 | ||
Super! Przeczytałam wszystko w półtorej godziny :D. Z niecierpliwością czekam na 53 rozdział :) Dernière modification le 1469196540000 |
![]() ![]() « Consul » 1469280600000
| 0 | ||
czekam na nastepny rozdzial zbysiu ;o;o;o |
![]() ![]() « Citoyen » 1475181060000
| 0 | ||
Ja żyję. Okej, pragnę was na wstępie przeprosić za przeszło dwa miesiące milczenia, nie tylko w ff, ale i ogólnie tutaj. Był moment, że nie miałam chęci ani motywacji do niczego. Potem mi przeszło, ale tego ff, forum, ani gry wciąż nie mogłam ruszyć. Koniec końców wzięłam się za siebie. Przepraszam bardzo, postaram się wrócić do mojego stałego trybu pisania. W przeprosiny rozdział dłuższy, włożyłam w to serce etc. Będzie się działo! - ROZDZIAŁ 53 Stała na suchej, spękanej ziemi, na otwartej przestrzeni, mając pustkę wokół się. Przed nią wznosiły się wyjałowione ziemie i opuszczone pola. Dalej zaś, pomiędzy wzgórzami widziała łunę ognia na niebie. Niezdrowa czerwień barwiąca błękitne niebo była dostrzegalna nawet z tej odległości. Porywisty wiatr niósł ze sobą smród dymu i pchał ogień, niekontrolowany przez nikogo, naprzód, zabierając ze sobą drobinki popiołu i pojedyncze iskry. Po całym dniu, odkąd ta część miasta stanęła w ogniu i wciąż płonęła, nie było już nadziei, aby cokolwiek mogło ocaleć. Nie uchowało się nic z miejsc, w których dorastała, i które znała. Władcy Wiatru podsycają za pomocą wiatru płomienie tak, aby nie tknęły pozostałych części miasta, ale strawiły całą ich Dzielnicę. Ostateczny akt wypowiedzenia wojny. W jej żyłach gotowała się krew, gdy myślała, że nic nie może z tym zrobić, że jest bezradna i może się tylko przyglądać. Z westchnieniem rozpostarła skrzydła i wzniosła się do góry, odwracając od widoku zniszczenia. Wróciła do podziemi Obozu. Na miejscu trwała, jak zawsze, krzątanina. Tym razem jednak o wiele bardziej nerwowa. Ci, którzy nie byli zdolni do walki, zajęli się przygotowaniem broni, zebraniem zapasów żywności i zorganizowaniem wszystkiego. Gotowi do walki zaś ćwiczyli po raz kolejny walkę, co zdążyło już wejść im w krew, albo zbroili się. Organizacje i plany bitewne pochłonęły ich bez reszty, gdyż nikt nie miał pewności, że bitwa ta nastąpi. Atmosfera była chwiejna, pełna niepewności. Każdy wiedział, że to w końcu nastąpi, ale i tak nie dało się powstrzymać lęku, kiedy niczym lawina zmiażdżyła ich ta myśl: Nadchodzi wojna. Aga z trudem powstrzymywała nerwy. Odnalazła się dobrze w planowanie dalszych posunięć wojennych i rozstawienia wojsk w taktyczny sposób, ale nie potrafiła znieść, gdy ktoś próbował jej narzucać, jak miał wyglądać jej udział w walce. Wielu dowódców powtarzało, że nie powinna ryzykować i walczyć wspólnie z Mechanikami. Aż jej się chciało krzyczeć. ,,Więc mam jako vanyan sòlda skryć się tchórzowsko? Tego ode mnie oczekujecie” Odpowiadała z goryczą. ,,Będę walczyć w pierwszej flance. To mój obowiązek” Nikt nie był w stanie przekonać jej do zmiany zdania. Jej przyjaciele także mieli zamiar walczyć. Praktycznie wszyscy u jej boku. Podziwiała ich odwagę i oddanie sprawie. Czasami pośród tego szaleństwa zatrzymywała się, aby oddać myślom, jak za dawnych czasów. Zamykała oczy i pozwała sobie odpłynąć. Minęło pół roku. Pół roku, odkąd wszystko to się zaczęło. Te pół roku zmieniło ją w takim stopniu, że praktycznie nie potrafiła dostrzec starej siebie. Gdy myślała o Adze sprzed tych miesięcy zadawała sobie pytanie, jak mogła wtedy taka być? Niewinna. Niepewna. Bez gniotącego barki brzemienia. Jej życie było tak łatwe, bez żadnych odpowiedzialności. Mogła dożyć swoich dni jako niezauważona przez nikogo Mechaniczka i równie niezauważalnie umrzeć. Mogła także umrzeć w wojnie z Władcami Wiatru, słaba, pokonana, jako kolejny mało znaczący żołnierz. Jakie to było uczucie, być wkręconym w ogromną maszynę, ale nie jako pojedynczy trybik, tylko mechanizm napędowy, który odpowiadał za działanie całej struktury? Ciężkie. Siedziała akurat na pojedynczej rurze wijącej się pod samym stropem podziemi, wymachując łapkami, szczęśliwa z tej chwili wolności, gdy dosiadł się do niej Tombard. Zwinął skrzydła i usiadł miękko obok. Siedzieli w ciszy, bo jak długo się znali, nie potrzebowali wielu słów. W końcu jednak pół Władca Wiatru, pół Duchowny Przewodnik spojrzał na nią i zapytał: - O czym myślisz? Mechaniczka spojrzała w dół na wijące się myszy; gdzieś w oddali, na skraju pola treningowego młody wojownik płynnymi ruchami uskoczył przez kukłą treningową i ruchem, którego oko nie było w stanie zanotować, ściął jej głowę. Agamyszka drgnęła lekko, jak gdyby była jej głowa. - Zastanawiałam się nad sensem tej wojny. Mam na myśli... Tak, nie ma już odwrotu. Ale to wciąż bolesne. Wszyscy należymy do jednej rasy, a zabijamy się nawzajem. To nawet nie wojna wewnętrzna szamanów. Wciągamy w to zwykłe myszy. To szaleństwo. Jak bardzo dążymy do zagłady? Magia to magia. - Odrzekła, unosząc łapkę i bawiąc się płomieniami. Sięgnęła tym po magię nie vanyan sòldy, a magię, której wyuczyła się jako mała. Ogień. Zawsze kochała ogień. - Tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak magia ważna i mniej ważna. Jesteśmy tacy sami. To oni narzucili nam, że wiatr zdmuchuje ogień. A to nieprawda. Tak naprawdę wiatr go podsyca. - A woda gasi płomienie. Wiatr wody nie tyka. Krąg się zamyka... - Westchnął Tomb. Nie odpowiedziała mu. Myśl o wojnie, o zabijaniu, dręczyła ją. Martwiła się także o Eli, a nocami dalej budziły ją koszmary. Zniknęła nienawiść, która sprawiała, że jej pięść sama zaciskała się na Sperionie, jej mieczu. Nie było już chęci skrócenia potęgi Władców Wiatru o głowę, zniszczenia ich. Po prostu gdzieś zniknęło pragnienie odpłacenia się im wojną, gnające ją jeszcze jakiś czas temu. Zamiast tego, wyobrażała sobie wszystkie myszy żyjące swe życie w pokoju. Bolało ją, jak nierealna była ta myśl. Życie jednak toczyło się dalej. A oni musieli iść naprzód i być dwa kroki przed przeciwnikami. Aga zdała sobie sprawę, jak bardzo była odcięta od świata zewnętrznego, kiedy dotarły do nich informacje z reszty kraju. Jak dotąd praktycznie w ogóle nie myślała o tym, co działo się poza stolicą, poza całym tym obszarem, gdzie dotąd żyła i walczyła. A wszędzie wokół Mechanicy wstawali z kolan. Cały kraj wstrzymał oddech i wpatrywał się w nich, bo tu miało się rozegrać wszystko. Ale czerwoni szamani znajdowali siłę w całym zakątku globu, aby pokazać, że popierają bunt. Nigdzie nie przyjął tak drastycznej formy, jak w tym miejscu. Wszędzie jednak była chęć pokazania swojej siły. Zwycięstwa. Gdy jadła kolację przy stole (siedmioosobowym, z boleśnie pustym jednym krzesłem), pierwszego dnia po podpaleniu Dzielnicy Mechaników, każdy mówił z nerwowym podnieceniem. Zasypywali pytaniami głównie Agę i Patkalla, gdyż oni stali na najwyższych szczeblach i mieli najświeższe informacje. Jedzenie miało dla Mechaniczki gorzki posmak. Po kolacji nastąpiła kolejna narada. Tym razem brali w niej udział wszyscy z jej drużyny. Samo zebranie było jednak nużące, a vanyan sòlda nie odzywała się praktycznie w ogóle. Czarne plamki tańczyły przed jej oczami, czuła znużenie. Wiedziała, że nie może być w takim stanie, że musi być gotowa w każdej chwili. Jej opiekun zauważył to, odwrócił się i poruszył ustami, mówiąc bezgłośnie: ,,Wytrzymaj”. A potem padły słowa, które sprawiły, że przeszedł ją dreszcz aż po ogon. Wychodzimy na powierzchnię. Wojska się zbliżały. Starcie stawało się coraz bardziej realne z każdym krokiem, którym nadchodzili w ich stronę. A Mechanicy musieli wyjść im naprzód. Minęły długie godziny, w czasie których każdemu minęło zmęczenie. Planowali dalsze posunięcia, taktykę, rozstawienie wojsk i wszystko. Wszystko, co mogło się przyczynić do ich zwycięstwa. - Czy ktokolwiek wie w ogóle, jak liczebna jest ich armia? - Zadała w końcu kluczowe pytanie Boszka. Weronika spojrzała na nią, zdziwiona lekko, że sama wcześniej tego nie powiedziała. Przełknęła lekko ślinę. - Według naszych zwiadowców i doniesień... Siły rozkładają się lekko nierówno. Nie jestem w stanie rzec, czy będzie to przewaga aż dwóch do jednego, ale na pewno górują nad nami o co najmniej tysiąc. Tysiąc. - Tysiąc to spora przewaga! - Krzyknął ktoś. Parę innych osób się poderwało. Zapanowało zdenerwowanie. W sercach wszystkich zasiane zostało ziarno niepewności, nieważne, jak mocno dowodząca Obozem starała się ich uspokoić, mówiąc im o wszystkich atutach, jakie posiadali. A potem narada dobiegła końca. Wszyscy wylegli niepewnie na korytarze, wracając do swoich pokoi, z umysłami wypełnionymi jednym słowem: wojna. Wojna, wojna, wojna. Jak bardzo Agamyszka chciała wyć na to słowo. Pragnęła spojrzeć w górę i znaleźć pocieszenie w gwiazdach, ale nad nią był tylko strop. Nic więcej. Przystanęła w połowie, aby spojrzeć na swoich przyjaciół. Tombard spoglądał na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Patkalla poruszał ustami, mamrocząc coś do siebie. Lectral trzymała łapki na rękojeści miecza, będąc myślami daleko. Boszka bawiła się nerwowo pasemkiem włosów. Serozjadka zaciskała pięści i rzucała gniewne spojrzenia każdemu, kogo mijała. W głowie Mechaniczki pojawiła się myśl, że być może któregoś z nich wkrótce już nigdy nie ujrzy. Bała się o nich. Miała w sobie lęk o wszystkich Rebeliantów, ale szczególnie troszczyła się o tę szóstkę... piątkę. Chciała im to wyznać, ale wiedziała, że nie przepchnie tych słów przez gardło. Zamiast tego powiedziała: - Musimy się przygotować. Jutro wielki dzień. - Jeszcze małe ogłoszenie parafialne: Ktoś słucha/lubi/fangirluje The Beatles? Mamy tutaj z ziomem parę ff o nich do podzielenia się ze światem. Jeśli ktoś lubi shipy i chciałby, to dajcie znać. XD |
0 | ||
Jak zwykle przyjemnie czyta, oraz czekam na dalsze^^'
|